Fot. Arkadiusz Kucharski
Więcej informacji na temat Skody Elroq 85:
Jeżeli już samochody elektryczne miałyby odegrać jakąś istotną, a przy tym inną niż propagandową rolę w historii motoryzacji, to powinny być właśnie takie. Skoda Elroq 85, poza typowymi ograniczeniami aut z takim napędem, nie ma istotnych wad.

Pierwszy kontakt i od razu zdziwienie, jak dużym jest ten samochód pojazdem. Skoda oczywiście wymyśla tutaj pewną historię, reklamując i sprzedając Elroqa jako SUV-a, co z rzeczywistością nie ma prawie że nic wspólnego. Zostawmy jednak marketingowców marki w spokoju, oni przecież za swoją inwencję twórczą biorą pieniądze, a że chcą pracować i zarabiać… Nie trzeba przecież we wszystko wierzyć. Elroq jest tak naprawdę dużym autem kompaktowym, rzeczywiście przerośniętym na wysokość (1654 mm) i szerokość (1884 mm bez lusterek, o 55 mm więcej niż w Octavii), ale już długość 4488 mm to powiedzmy taki standard klasowy. Wciąż jednak nie ma mowy o jakichkolwiek poważnych zdolnościach poza asfaltem. Auto, które obecnie zadebiutowało w wersji z napędem na cztery koła (Skoda Elroq 85x, droższa o 10 000 złotych), do tej pory sprzedawane było wyłącznie z napędem na tylną oś, co przy mocy maksymalnej 286 KM i momencie obrotowym 585 Nm obiecywać może dobrą zabawę. Ale spokojnie. Po pierwsze, Skoda sama przyznaje, że taka moc nie jest dostępna ciągle i zależy od stopnia naładowania akumulatora, a po drugie Elroq ani nie ma wizerunku samochodu usportowionego, ani swoją naturą nie przedstawia aspiracji, aby go mieć. Jest to przede wszystkim pakowny, rodzinny kompakt (znów to podkreślę – nie SUV), który w taką rolę wszedł bardzo dobrze i tak samo się z niej wywiązuje.

Jeśli już miałbym przyrównać Elroqa do jakiegoś innego niż kompaktowy hatchback segmentu pojazdów, skłonny byłbym do nazwania go niewielkim VAN-em. Pudełkowaty kształt nadwozia sprzyja temu, a idąca za nim bardzo duża przestronność wnętrza i zastosowane w nim rozwiązania praktyczne rzeczywiście mogą usprawiedliwić taką klasyfikację tego auta. Rozgoszczenie się w bardzo wygodnych i przyjemnie twardych fotelach, z funkcją masażu i elektrycznym sterowaniem dla kierowcy, może co prawda zniechęcić do choćby wypróbowania jakości oferowanej przez drugi rząd siedzeń, ale i tam warto chociaż na chwilę zasiąść. Miejsca bowiem nie brakuje, są roletki na boczne szyby, nawiew powietrza i gniazda USB-C. Bardzo łatwo w Elroqu zamontować fotelik dla dziecka, a nawet trójka pasażerów nie będzie miała problemu ze wspólną podróżą. Na nogi miejsca jest bardzo dużo, płaska podłoga z demontowalną przegrodą/schowkiem za konsolą środkową daje poczucie swobody, które wzmacniane jest dużą przestrzenią nad głowami. Siedzi się w nowej elektrycznej Skodzie naprawdę przyjemnie i wygodnie, a podczas podróży uwagę przykuwa porządne wyciszenie wnętrza (podwójne szyby boczne z przodu). Mimo kształtu auta, podmuchy wiatru nie przeszkadzają, a brak silnika spalinowego z oczywistych względów sprzyja komfortowi akustycznemu. Tutaj warto zwrócić uwagę na wygłuszenie odgłosów pracy opcjonalnego adaptacyjnego zawieszenia DCC, które jest świetne. Jedynie naprawdę paskudne nierówności potrafią spowodować, że spod podłogi do uszu pasażerów zacznie dobiegać dźwięk mniej wytłumiony. Poza tym, praca układu jezdnego jest prawie że bezszelestna. W aucie elektrycznym na takie rzeczy zwraca się nawet większą uwagę, ponieważ tego typu hałasy mocniej docierają do świadomości podróżnych. Uwydatnia się zwyczajnie odbiór dźwięków innych niż te, które generuje silnik spalinowy.
Samo zawieszenia ma dodatkowy, nawet ważniejszy talent, jakim jest zdolność do trzymania w ryzach naprawdę ciężkiego auta. Testowany Elroq waży bez kierowcy aż 2133 kg i to, jak dobrze z taką masą radzi sobie układ jezdny, naprawdę robi wrażenie. Oczywiście, bez problemu można doświadczyć, że opony w rozmiarze 235/50 R20 dociskane są do asfaltu z dużą siłą, ale zarówno świetna zwrotność (średnica zawracania to rewelacyjne 9,3 m), jak i reakcje auta na pojawiające się nierówności drogi, czy chociażby fantazje kierowcy do szybszej jazdy, są mocno do Elroqa przekonujące. Auto zachowuje się na drodze lepiej niż na przykład Octavia, będąca przecież dużo lżejszym samochodem. Układ kierowniczy ma zmienną siłę wspomagania, zależną od wybranego ustawienia trybów jazdy, których jest pięć. Samochód domyślnie uruchamia się w trybie normalnym (są jeszcze Eco, Comfort, Sport i Indyvidual) i szczerze mówiąc nie zachęca, mimo że jest przecież elektrykiem, do korzystania z trybu ekonomicznego. Zużycie energii jest niskie. Podczas jazd na drogach lokalnych, z prędkościami w okolicach 90-100 km/h, Elroq „spala” w okolicach 13,5 kWh/100 km, a w trakcie jazd drogami szybkiego ruchu, ale takich nie na wariata, zużycie energii potrafi wynieść świetne 16-17 kWh/100 km. Akumulator o pojemności netto (czyli tej użytkowej) 77 kWh wystarcza według pomiarów na ustandaryzowanej trasie testowej na przejechanie 566 kilometrów, co jest w zasadzie tożsame z maksymalnym zasięgiem pokazanym przez komputer pokładowy podczas testu. To naprawdę dużo, aczkolwiek należy mieć na uwadze, że zmiana stylu jazdy na bardziej dynamiczny lub chociażby samo włączenie klimatyzacji potrafią realnie tę wartość zmniejszyć. Włączenie klimatyzacji odbija się negatywnie na pokazywanym zasięgu szczególnie w mieście, gdy Elroq po wykonaniu tej czynności informował, że z powodu pracy kompresora przejedzie aż o 40 kilometrów mniej. Energię w akumulatorze trakcyjnym można uzupełniać poprzez dołączone do auta oprzyrządowanie standardowe w postaci przewodu z końcówką Type 2, a także opcjonalny, kosztujący 3050 złotych przewód do gniazda 230V i 400 V. Osobiście nie ładowałem – z powodu braku takiej potrzeby – samochodu inaczej niż poprzez zwykłe gniazdo 230V, ale dla chcących użytkować Elroqa normalnie na co dzień, absolutnie nie jest to do przyjęcia. Oczekiwanie około 35 godzin na uzupełnienie energii w ten sposób w pustej baterii nie wchodzi w grę. Ładowanie prądem AC (zmiennym) z mocą 11 kW od 0 do 100% trwa według producenta około 8 godzin i taki czas jest już zdecydowanie do przyjęcia, prądem stałym z mocą maksymalną 175 kW zaś jedynie około 30 minut, przy założeniu, że ładujemy auto do 80%. To dobre wartości. Przewody do ładowania mają swoje miejsce pod podłogą bagażnika i można je tam schludnie poukładać.
Rozgoszczenie się w bardzo wygodnych i przyjemnie twardych fotelach, z funkcją masażu i elektrycznym sterowaniem dla kierowcy, może co prawda zniechęcić do choćby wypróbowania jakości oferowanej przez drugi rząd siedzeń, ale i tam warto chociaż na chwilę zasiąść. Miejsca bowiem nie brakuje, są roletki na boczne szyby, nawiew powietrza i gniazda USB-C.
Bagażnik o pojemności od 470 do 1580 litrów nie jest rekordowy, ale możliwość złożenia oparć tylnej kanapy i uzyskania w ten sposób płaskiej przestrzeni ładunkowej jest oczywiście na plus. W porównaniu do spalinowych Skód o zbliżonej, a nawet niższej cenie, bagażnik Elroqa jest gorzej wykończony. Są tu co prawda przydatne półki, schowki i haczyki, ale pozbawiono go obić tapicerskich po bokach, przez co łatwo porysować plastiki w jego wnętrzu. To powinno być zrobione inaczej. Auto kosztuje w testowanej specyfikacji 237 650 złotych i warto byłoby przy takiej kwocie nie odbiegać od wypracowanego w innych modelach standardu. Elektryczna klapa bagażnika ma wbudowaną lampkę oświetlającą przestrzeń za tylnym zderzakiem – taka ciekawostka. Jeżeli chodzi natomiast o ogólny poziom wykończenia i wykonania całego wnętrza, z naciskiem na przestrzeń dla pasażerów, jest dobrze. Nie brakuje twardych tworzyw, ale nie brakuje też solidności spasowania. Grupa Volkswagena nauczyła się już, na bazie skarg ze strony klientów nabywających pierwsze Volkswageny z rodziny ID, że klient na auto elektryczne także jest wrażliwy na tego typu rzeczy i łatwo wychwyci niedociągnięcia na tym polu. Propagowanie naciąganych teorii, że samochód „ekologiczny” (którym żaden elektryk absolutnie nie jest) automatycznie musi być gorzej wykonany, bo recykling, bo oszczędności na materiałach itd., nie przemawia do klientów – i słusznie. Wybierać można w jednym z czterech poziomów wykończenia kabiny. Testowany egzemplarz z dużą ilością szarości, czerwonymi pasami bezpieczeństwa czy przypominającymi karbonowe listwami dekoracyjnymi rzeczywiście może się podobać, a żeby wyglądał właśnie tak, należało w konfiguratorze wybrać opcję Design Selection Lodge za 3050 złotych. Polubić można pomysł na deskę rozdzielczą i konsolę środkową. Nie mogło obyć się bez dużego ekranu multimediów (przekątną 13 cali), ciekawymi nowościami są natomiast dwupoziomowa konsola środkowa, z dużą półką pod górną częścią, a także mały wyświetlacz zegarów, mający przekątną zaledwie 5,3 cala. Ten minimalizm nie utrudnia odczytu podstawowych, tych naprawdę potrzebnych w trakcie jazdy informacji. Ograniczono możliwości ustawiania widoków, co odróżnia elektrycznego Elroqa od bardzo rozbudowanych możliwości konfiguracji widoków zegarów w nowych modelach spalinowych, na przykład Superbie czy Kodiaqu. Tutaj da się w zasadzie jedynie wywołać boczne widżety na ekranie z danymi na przykład komputera pokładowego – nic więcej.
Jeżeli ktoś uzna to za braki w funkcjonalności, śpieszę donieść, że nadrabia je ekran centralny. Struktura menu i kolorystyka są dobrze znane z przywołanych wyżej nowych modeli czeskiego producenta, z oczywistych względów doszło kilka opcji lub widoków dotyczących jazdy na prądzie. Można ustawiać harmonogramy ładowania, da się też regulować maksymalny poziom naładowania akumulatora. Świetne wrażenie robi wyświetlacz head-up. Wyświetla na szybie czołowej nie tylko podstawowe dane o prędkości czy ograniczenia odczytane na znakach drogowych, może uraczyć również animacjami – to na postoju – a w trakcie korzystania z nawigacji rzucać kierowcy przed oczy na przykład krótkie lub dłuższe wskazania, ile kilometrów pozostało do następnego skrętu. Sprawdza się w to w praktyce, ale oczywiście można te pomoce wyłączyć. Obsługa ruszania jest banalnie prosta. Wystarczy wsiąść i wcisnąć hamulec postojowy, a Elroq uruchomi się i jest to rozwiązanie lepsze niż w konkurencyjnym, nowym MGS5 EV, który uruchamia się od razu po zajęciu miejsca we wnętrzu przez kierowcę, bez żadnych innych czynności z jego strony. Do wrzucenia trybu jazdy w przód lub tył służy malutki przełącznik na konsoli środkowej, który nie obsługuje tradycyjnej skrzyni biegów. Za przekazywanie napędu na koła odpowiada 1-biegowa przekładnia redukcyjna, czemu towarzyszy oczywiście jednostajne, nieprzerywane zmianami biegów przyspieszanie. Auto nie ma czegoś takiego jak tryb parkingowy. Po zakończeniu jazdy po prostu aktywujemy elektromechaniczny hamulec postojowy i odpinamy pas bezpieczeństwa, co powoduje wyłączenie zapłonu. Jest to wygodne, ale ma swoje wady – nie zawsze chcemy wyłączyć zapłon przed opuszczeniem pojazdu, a tu właśnie tak się to musi odbywać.

Wysoka moc maksymalna sporo obiecuje i rzeczywiście auto stara się nadążyć za tymi obietnicami. Katalogi podają rezultat 6,6 s od 0 do 100 km/h, ale rzeczywistość wydaje się jakby jeszcze lepsza. Spory wkład w odczucia zza kierownicy ma wyśmienita – jak to w autach elektrycznych – reakcja na gaz. Samochód wystrzeliwuje do przodu nader chętnie, do znacznego i szybkiego zwiększenia prędkości jazdy nie trzeba wcale głęboko wciskać prawego pedału. To duża przyjemność, gdy ma się dostępny taki zapas osiągów, a Skoda Elroq 85 potrafi na tym polu naprawdę zadziwić. Niejeden przekonany o swojej wyższości kierowca sportowego hot-hatch’a może się mocno zdziwić, stając w szranki z nowym modelem Skody w najmocniejszej jego wersji. Elroq dostępny jest w czterech odmianach mocy i pojemności baterii: 50 (moc 170 KM i pojemność akumulatora 52 kWh), 60 (moc 204 KM i pojemność akumulatora 59 kWh), testowana 85 (także w wariancie 4×4) i RS (moc 340 KM i pojemność akumulatora 79 kWh). Na temat środkowej wersji 60 więcej informacji wkrótce, po bezpośredniej przesiadce właśnie do takiej odmiany, tymczasem jedna uwaga – Elroq „dziwnie” hamuje. Żeby uzyskać dobrą efektywność zwalniania, trzeba hamulec wcisnąć zdecydowanie mocniej i żwawiej, niż w autach spalinowych, ale to też jest typowa przypadłość elektryków. Wyśmienicie działa za to system odzysku energii. Przy kierownicy umieszczono przełączniki, które odpowiadają za zmniejszanie lub zwiększanie siły rekuperacji w trzystopniowej skali, które są elementem opcjonalnego Pakietu Driver za 4650 złotych. Działa to w praktyce tak, że – to informacja potwierdzona testem w realnych warunkach drogowych – Elroqiem da się jeździć w ten sposób, aby praktycznie nie używać pedału hamulca. Jeżeli rekuperację wyłączymy – a jest również i taka możliwość – samochód będzie „żeglował” po zdjęciu nogi z pedału gazu. Jeżeli zaś aktywujemy jeden z trzech poziomów odzysku energii, auto będzie albo łagodnie zwalniać, albo wręcz zdecydowanie hamować, czemu towarzyszyć będzie świecenie świateł stop. Taka jazda pozwala realnie oszczędzać układ hamulcowy i skutecznie wytracać prędkość, a mówimy przecież o naprawdę ciężkim samochodzie.
Katalogi podają rezultat 6,6 s od 0 do 100 km/h, ale rzeczywistość wydaje się jakby jeszcze lepsza. Spory wkład w odczucia zza kierownicy ma wyśmienita – jak to w autach elektrycznych – reakcja na gaz.
Szczerze nie przepadam za ogromem fałszu i propagandy, towarzyszącym samochodom elektrycznym. Mierzi mnie wciskanie ludziom kitu o ich ekologii. Jest to jeden z wielu elementów strategii przestawiania wszystkich aspektów naszego życia na elektryfikację i cyfryzację, co niechybnie doprowadzi do naszego zniewolenia, czego mocno chcą ci, którzy to wszystko forsują i finansują. Brońmy się przed tym, używajmy rozumu. Myślenie nie boli. Natomiast jako nieobowiązkowe, dobrowolne i pozbawione niesprawiedliwych dopłat i przywilejów dla bogatych, samochody elektryczne mają sens. Taka Skoda Elroq 85 jest świetnym tego przykładem. To samochód naprawdę bardzo dopracowany i przyjemny w codziennym użytkowaniu, prawie że nie mający wad. W zalewie chińskich marek będzie miał jednak ciężko walczyć o klienta, ponieważ wciąż to cena czyni cuda.

Cena modelu w najtańszej specyfikacji 50: od 149 900 zł.
Cena modelu w wersji testowanej 85: od 193 200 zł.
Cena egzemplarza testowanego: 237 650 zł.
Prognozowana utrata wartości po 3 latach/90 000 kilometrów wynosi 49,0%.
Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Kucharski.

| Typ | synchroniczny. |
| Umieszczenie | na tylnej osi. |
| Moc maksymalna | 210 kW (286 KM). |
| Maksymalny moment obrotowy | 545 Nm. |
| Rodzaj | litowo-jonowy, 12-modułowy, chłodzony cieczą, podgrzewany. |
| Umieszczenie | w podłodze. |
| Pojemność brutto (nominalna) | 82,0 kWh. |
| Pojemność netto (użytkowa) | 77,0 kWh. |
| Maksymalna moc ładowania prądem stałym (DC) | 175 kW. |
| Czas ładowania od 10 do 80% prądem stałym z mocą maksymalną | około 28 m. |
| Czas ładowania od 0 do 100% prądem zmiennym 11 kW | około 8 h. |
| Rodzaj | na tylne koła. |
| Skrzynia biegów | 1-stopniowa przekładnia redukcyjna. |
| Przyspieszenie od 0 do 100 km/h | 6,6 s. |
| Prędkość maksymalna | 180 km/h. |
| W cyklu mieszanym WLTP | 15,6 kWh. |
| Średnie na trasie pomiarowej* | 13,8 kWh. |
| Średnie w teście na dystansie 1105 km | 13,6 kWh. |
| Zasięg w cyklu miejskim według danych producenta | 694 km. |
| Zasięg w cyklu mieszanym według danych producenta | 557 km. |
| Zasięg według średniego zużycia energii na trasie pomiarowej | 566 km. |


| Zawieszenie przednie | kolumny McPhersona z adaptacyjnymi amortyzatorami gazowo-olejowymi, wahacze poprzeczne, stabilizator. |
| Zawieszenie tylne | wielowahaczowe, adaptacyjne amortyzatory gazowo-olejowe, sprężyny śrubowe, stabilizator. |
| Przekładnia kierownicza | zębatkowa, wspomaganie elektryczne. |
| Rodzaj opon egzemplarza testowanego | letnie. |
| Marka i model opon egzemplarza testowanego | Hankook Ventus S1 evo3 ev. |
| Rozmiar opon przednich i tylnych | 235/50 R20 100T. |
| Koło zapasowe | brak, w standardzie zestaw naprawczy. |
| Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy standardowym obciążeniu | 2,7 bar. |
| Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy maksymalnym obciążeniu | 2,7 bar. |
| Zalecane ciśnienie w oponach tylnej osi przy standardowym obciążeniu | 2,7 bar. |
| Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy maksymalnym obciążeniu | 2,9 bar. |
| Oś przednia | tarcze wentylowane. |
| Oś tylna | bębny. |
| Rodzaj czynnika chłodzącego | R-744. |
| Pojemność układu | 470 g. |
| Rodzaj | samonośne. |
| Homologacja | 5-osobowa. |
| Długość | 4488 mm. |
| Szerokość bez lusterek zewnętrznych | 1884 mm. |
| Szerokość z rozłożonymi lusterkami zewnętrznymi | 2148 mm. |
| Wysokość | 1654 mm. |
| Rozstaw osi | 2770 mm. |
| Rozstaw kół przednich | 1597 mm. |
| Rozstaw kół tylnych | 1569 mm. |
| Średnica zawracania | 9,3 m. |
| Wysokość wnętrza od siedziska przedniego fotela do dachu | 1056 mm. |
| Wysokość wnętrza od siedziska tylnej kanapy do dachu | 990 mm. |
| Szerokość wnętrza z przodu | 1506 mm. |
| Szerokość wnętrza z tyłu | 1488 mm. |
| Pojemność bagażnika min/max | 470/1580 l. |
| Długość przestrzeni bagażowej przy rozłożonej kanapie tylnej | 880 mm. |
| Szerokość przestrzeni bagażowej | 1001 mm. |
| Masa własna bez kierowcy | 2133 kg. |
| Ładowność | 517 kg. |
| Dopuszczalna masa całkowita | 2650 kg. |
| Dopuszczalna masa przyczepy z hamulcem | 1000 kg. |
| Dopuszczalna masa przyczepy bez hamulca | 750 kg. |
| Dopuszczalna masa całkowita zespołu pojazdów | 3650 kg. |
| Dopuszczalny nacisk na hak holowniczy | 75 kg. |
| Dopuszczalne obciążenie dachu | 75 kg. |
Ten materiał zawiera linki afiliacyjne.
Więcej informacji o Skodzie Elroq 85:

Poniższe informacje są aktualne na dzień ich publikacji i mogą nie uwzględniać promocji stosowanych przez importera/dealera.
| Przegląd okresowy | bezpłatny pierwszy przegląd po 2 latach, niezależnie od przebiegu. Kolejne płatne przeglądy według wskazań komputera pokładowego. |
| Przegląd powłoki lakierowej | podczas każdego przeglądu okresowego. |
| Na podzespoły | 4 lata/80 000 km, z czego pierwsze 2 lata bez limitu km. |
| Na akumulator wysokonapięciowy | 8 lat/160 000 km. |
| Na powłokę lakierową i korozję powierzchniową | 3 lata bez limitu km. |
| Na perforację korozyjną | 12 lat bez limitu km. |
| Dodatkowy rok/100 000 km | 1500 zł brutto. |
| Dodatkowy rok/150 000 km | 3100 zł brutto. |
| Gwarancja Mobilności | 0 zł, pod warunkiem wykonywania przeglądów okresowych w ASO. |
| Program serwisowy Twoja Flota dla klientów flotowych | 0 zł za przystąpienie do programu, warunkiem jest użytkowanie co najmniej 5 samochodów Grupy Volkswagena. |
Więcej informacji można znaleźć na oficjalnej stronie importera: www.skoda-auto.pl.
Więcej informacji na temat Skody Elroq 85:

















































































































































































































Fot. Arkadiusz Kucharski
Skoda Superb Sportline 2.0 TSI 204 KM to nieco zadziwiający samochód. Wygląda jak należy, naprawdę dobrze jeździ, jest duża i przy tym wszystkim niewiele pali. W to ostatnie nie wszyscy uwierzą, ale jest to fakt.

Zaczynam od kwestii zużycia paliwa, ponieważ w tym wypadku jest to rzeczywiście istotne i warte podkreślenia zagadnienie. Spieszę donieść, że sporych rozmiarów i słusznej masy samochód, w dodatku dający możliwość naprawdę sprawnego przemieszczania się, potrafi bez problemu zużywać mniej niż 7 litrów benzyny na 100 kilometrów, bez szkody dla czasu trwania podróży. Atrakcyjnie prezentującym się egzemplarzem, polakierowanym w nowe barwy Żółty Ice Tea, przejechałem 1845 kilometrów w różnych warunkach i wiem, co piszę. Średnia z całego tego dystansu jest co prawda większa, niż rezultat osiągnięty na ustandaryzowanej trasie pomiarowej (6,8 vs 5,8 l/100 km), ale wynika to przede wszystkim z faktu, że nowy Superb 2.0 TSI zabrał mnie wraz z rodziną na urlop, na który jechać musieliśmy w dużym stopniu drogami szybkiego ruchu. Dosyć mocno załadowany samochód w szybszej trasie z definicji nie powinien być oszczędny, jeśli pod maską ma dwulitrowy benzynowy motor z turbodoładowaniem. Gdyby nie to, średnia z całego testowego dystansu jeszcze szerzej otworzyłaby oczy ze zdziwienia wszystkim tym, którzy sądzą, że sens w takim samochodzie ma jedynie silnik Diesla. Po teście odmiany Combi z jednostką 2.0 TDI 150 KM nie twierdzę, że tego sensu nie ma – wręcz przeciwnie – ale na pewno nie jest jedynym rozsądnym wyborem.

Ogólnie rzecz biorąc, testowany Superb z rozsądkiem ma, jak się tak głębiej nad tym zastanowić, wiele wspólnego. Wszystko odnosić należy do kosztów koniecznych do poniesienia, jeśli naszym celem jest posiadanie dużego, komfortowego i nieco zdynamizowanego samochodu, nie będącego jednocześnie SUV-em. Wtedy szybko okaże się, że właśnie rozsądek, choć oczywiście nie tylko on, powinien skierować nasze myśli w kierunku Superba Sportline z 204-konnym motorem. Kilka powodów ku temu uzbiera się szybko. Przede wszystkim, naprawdę nie ma już dużego wyboru, jeśli nie chcemy odbiegać od początkowych założeń. Oprócz prezentowanej Skody, znajdziemy na rynku kilka, a naciągając wytyczne może kilkanaście podobnej wielkości modeli, mogących nadążyć za naszym tokiem rozumowania. Przy czym większość z nich będzie droższa. Marki premium mają to do siebie, że życzą sobie dużych pieniędzy za swoje produkty, niekoniecznie dając w zamian realnie więcej. Bo gdybyśmy zestawili najnowszą Skodę Superb z na przykład BMW serii 3 czy Mercedesem klasy C, to w tych drugich samochodach, oprócz większego prestiżu i droższego imidżu marki, nie dostaniemy realnie więcej wyposażenia, jakości prowadzenia (odczuwalnej w codziennej jeździe na tyle, aby warto było przepłacić) i mocy – przecież modele marek premium także mogą być napędzane słabszymi silnikami. Nawet dużo słabszymi niż ten w testowanej Skodzie.

Dobrze, tylko po co w ogóle to wszystko porównywać? Ano po to, żeby uświadomić sobie, że najnowszy Superb rzeczywiście jest realną, nie naciąganą i sporo przy tym tańszą alternatywą dla Audi, BMW czy Mercedesa. Jeżdżąc tym autem w nowej odmianie Sportline, nabiera się takiego przekonania dosyć szybko. Skłania ku temu dobrze wyciszone i przyjemnie wykończone wnętrze, ze sporą ilością alcantary na boczkach drzwi, desce rozdzielczej i siedzeniach. Z przyjemnym dla oka oświetleniem nastrojowym w wielu kolorach, wreszcie z listą wyposażenia standardowego i dodatkowego, która prawie że nie odbiega od tego, co można mieć w autach „szlachetniej urodzonych”. Do tego nowy Superb dokłada ogrom miejsca w kabinie nieosiągalny dla podobnej klasy modeli wymienionej „wielkiej trójki”, zwieńczając to wszystko wielkim bagażnikiem, do którego dostępu broni klapa otwierana elektrycznie wraz z szybą – dostęp do przestrzeni załadunkowej jest więc dużo lepszy niż w sedanie. Superb liftback nie jest jednak jedyną opcją nadwoziową w ofercie, ponieważ można mieć wspomniane już tutaj – dla kogoś być może nawet lepiej wyglądające – kombi. Jeśli w tym miejscu zastanawiasz się, czy może już wreszcie skończę tą nachalną reklamę czeskiego auta, informuję, że niestety jeszcze nie.

Trzymając się bagażnika i zaczynając od końca – samochodu oczywiście – nie sposób nie zachwycać się walorami stricte użytkowymi, jakie nowa Skoda Superb oferuje. Mamy tu minimum 645 litrów powietrza do wykorzystania, przy czym z własnego doświadczenia zaświadczam i potwierdzam, że wcale nie trzeba składać oparć kanapy i powiększać bagażnika do maksymalnych 1795 litrów, aby zabrać na tygodniowy wyjazd bagaże dla kilku osób. To niezmiennie jest siła tego modelu i niczego Skoda w jego już czwartej generacji pod tym względem nie zepsuła. Pakujący się na dalsze lub bliższe wyjazdy mogą korzystać z bocznego zamykanego schowka na lewej ścianie bagażnika, podczas gdy do otwartej, mniejszej skrytki po prawej stronie da się wrzucić mniejsze przedmioty. Są tu haczyki na torby, gniazdo 12V i cięgna do składania oparć kanapy, a na okrasę dojazdowe koło zapasowe pod podłogą, za które jednak należy nieco dopłacić lub też wziąć z dobrodziejstwem inwentarza, zamawiając za 3300 złotych system audio Canton, wciąż nie grający tak, jak można byłoby tego oczekiwać. To jego niezmienna wada, jeśli sięgnąć pamięcią do starszych modeli czeskiej firmy. Pewnym zawodem może być dla kogoś fakt, że złożone oparcia kanapy nie tworzą wraz z podłogą bagażnika równej powierzchni i jest to w zasadzie jedyny minus, jaki można wytknąć Skodzie, oceniając jej praktyczne walory użytkowe. Osobiście żałuję, że w nowym Superbie nie można już mieć gniazda 230V, co było możliwe w trzeciej generacji tego auta – nie rozumiem tego zabiegu ze strony Skody.

Więcej wad trudno się doszukać. Ilość i rozmieszczenie schowków w kabinie, a także ich wykończenie, nie budzi dla przykładu żadnych zastrzeżeń. Wielki schowek w przednim podłokietniku wyposażono w wyjmowane półeczki, znalazło się tu także miejsce na czyścik do ekranu centralnego. Wyłożone materiałem duże kieszenie w drzwiach są podświetlane, tak jak i schowek przed fotelem pasażera. Kieszenie w oparciach foteli, skrytka na okulary w podsufitce – to wszystko się w nowej Skodzie ostało i wygląda o niebo lepiej, niż w niektórych autach dumnie zwanych prestiżowymi. Całokształtu świetnego wrażenia, jakie budzi kabina Superba, dopełniają opcjonalne fotele. Elektrycznie sterowane, podgrzewane i wyposażone w pamięć trzech ustawień dla obydwu przednich podróżujących, z ciekawą opcją regulacji prawego fotela przez kierowcę, za pośrednictwem ekranu multimediów. Są przyjemnie twarde, dobrze trzymają w zakrętach i naprawdę nie męczą nawet podczas długich godzin jazdy, do czego też przyczyniają się rozbudowane funkcje masażu. I jak tu nie zestawiać Skody z autami bardziej luksusowymi? W porządku, jedna rzecz w przypadku foteli wersji Sportline nie jest w praktyce rozwiązaniem idealnym, ale przyznam, że wspominam o tym jedynie na zasadzie przekory – żeby nie było, że zbytnio faworyzuję Skodę w ocenach. Połączenie na stałe zagłówków foteli z oparciami, chociaż naprawdę dobrze wygląda, nie zawsze daje możliwość przyjęcia idealnie wygodnej pozycji siedzącej. Testowany samochód nie był wyposażony w opcjonalną skórzaną tapicerkę, wymagającą dopłaty 4200 złotych.

Tylna kanapa Skody Superb owiana jest już swego rodzaju legendą. Jeżeli wspomina się o tym modelu, niezależnie której generacji, przed oczami staje ten ogrom przestrzeni na nogi, dostępny dla uprzywilejowanych pasażerów jadących z tyłu. Nie inaczej jest także w Superbie numer 4. Nieco wystający tunel środkowy może co prawda sprawić, że pasażer podróżujący na środkowym siedzisku nie będzie tak uśmiechnięty, jak Ci po bokach, ale sytuacja ta nie powinna też powodować, że będzie miał łzy w oczach – nawet dla trójki dorosłych na tylnej kanapie, Superb będzie autem wystarczająco wygodnym. W odróżnieniu od poprzedniej generacji, czwarty Superb liftback nie może mieć okna dachowego – występuje ono tylko w kombi. W tej sytuacji nad głowami pasażerów króluje czarna podsufitka. Wnętrze auta może być ogrzewane także na postoju, bez pracującego silnika. Opcją w Superbie jest ogrzewanie postojowe za 6100 złotych, którego jednak testowany egzemplarz na wyposażeniu nie miał.

Obecnych było za to wiele innych, ciekawych elementów. Konfiguracja za 229 800 złotych, czyli dokładnie taka, jak prezentowana, nie wyczerpuje jednak pełni możliwości. Cennik modelu zawiera kilka pozycji, których testowany egzemplarz nie posiadał, ale jeśli mam być szczery, w ogóle nie dawał tego odczuć. Bardziej zwróciłem uwagę na wspomniane niemożności dokupienia rzeczy, które kiedyś w tym aucie dało się mieć – czytaj wspomniane gniazdo 230V lub okno dachowe. Sportline nie jest najwyżej pozycjonowaną odmianą. Wyżej ceni się wersja Laurin & Klement, ale jej charakter jest jednak inny i to po prostu widać, a także czuć w trakcie jazdy – o czym dalej. Tymczasem sam fakt możliwości dokonania takiego wyboru jest jak najbardziej godny pochwały – klient może wybrać samochód o charakterystyce zbliżonej do własnych upodobań. Żeby nie było, decydując się na odmianę Sportline nie dostaniemy auta sportowego, a Laurin & Klement nie zapewni nam dostawy z fabryki auta luksusowego – nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, że te dwie, różniące się od siebie znacznie odmiany (łącznie jest ich obecnie pięć: Edition 130, Essence, Selection, Laurin & Klement i Sportline), pozwalają stworzyć wyraźnie odmienny wizerunek auta, wedle gustu właściciela. Sportline to oczywiście kilka czarnych dodatków nadwozia (splitter zderzaka przedniego i niewielka lotka klapy bagażnika, obudowy lusterek, listwy na progach i ramki wokół szyb), emblematy na błotnikach i specjalne wzory aluminiowych felg. Te ostatnie mogą mieć 18 lub 19 cali, przy czym tylko te pierwsze są w cenie. Za większe należy już dopłacić, ale jeśli nie zależy Ci tak bardzo na efekcie wizualnym, standardowe ogumienie 235/45 R18 będzie wystarczające i na pewno lepiej spisze się na gorszych drogach.

Testowanego Superba wyposażono w opcjonalne zawieszenie adaptacyjne DCC Sportline, kosztujące 4000 złotych i zauważalnie sztywniej zestrojone od standardowego DCC. W tym drugim ustawienie Comfort rzeczywiście jest komfortowe, tutaj również, ale jednak ze sporą nutą sprężystości podczas pracy. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo szerokie spectrum regulacji stopnia tłumienia pozwala dobrać pod swój gust odpowiednie ustawienie, ale Superb Sportline z DCC nigdy nie będzie miękko resorującym autem. Nawet w tym najłagodniejszym trybie pracy, podwozie ma tendencję do tłumienia „na raz” wszelkich nierówności, eliminując prawie że całkowicie bujanie nadwoziem na pofałdowanych nawierzchniach. Jest to spójne z wizerunkiem samochodu i trudno uznać to za wadę. Być może najważniejszą informacją dla osób zainteresowanych zakupem Superba z DCC będzie głośność pracy zawieszenia, realnie poprawiona względem aut z początku produkcji. Egzemplarz testowany to auto z roku modelowego 2025 i tu naprawdę tylko na bardzo dużych nierównościach zawieszenie odzywa się ponad przyjemny, cichy standard prezentowany na co dzień. Przy tym wszystkim da się jeździć bez uszczerbku dla nerwów nawet w sportowym trybie pracy układu jezdnego. Czuć wtedy wyraźnie, że zawieszenie dąży do minimalizacji ruchów kół na linii góra-dół, ale nie należy obawiać się przestawiania auta w takie ustawienie, ponieważ szczególnie na gładkiej nawierzchni można poczuć wtedy nieco bardziej drapieżną jego stronę. Nowością względem pierwszej generacji amortyzatorów o zmiennej sile tłumienia jest sposób kontroli ich pracy. Każdy pojedynczy amortyzator wyposażono w dwa zawory do sterowania osobno zarówno kompresją, jak i odbiciem.
W codziennej jeździe, takiej zwyczajnej, nie trzeba nawet wysoko wkręcać jednostki napędowej. Wystarczy nauczyć się żyć z dwusprzęgłową skrzynią o siedmiu przełożeniach, aby pozwolić jej wykrzesać odpowiedni potencjał czterocylindrowego motoru.
Za tym wszystkim starają się podążać układ kierowniczy wraz z jednostką napędową. Warto pozwolić czasem Skodzie zademonstrować swoje zdolności podczas dynamiczniejszej jazdy, da się wtedy odczuć dużą stabilność samochodu, połączoną z zaskakująco wysoką zwrotnością. Ciasne wiraże górskich dróg nie robiły na aucie wrażenia, a układ kierowniczy nawet w standardowym trybie pracy (jest jeszcze sportowy) pozwalał precyzyjnie sterować samochodem. Nie należy jednak oczekiwać, że kierowca otrzyma w takich warunkach zbyt wiele informacji zwrotnych z przedniej osi – kierownica pracuje precyzyjnie, ale nie daje – być może przesadnie – oczekiwanego feedbacku. Należy jednak przejść nad tym do porządku dziennego, Superb Sportline nie jest przecież autem sportowym, a jedynie zdynamizowaną, dużą limuzyną. I dobrze byłoby, gdyby za takim jej wizerunkiem nadążał silnik, co ma tu na szczęście miejsce, chociaż nie w stopniu, w jakim być może ktoś by sobie tego życzył.

Gama silników nowej Skody Superb prezentuje się całkiem okazale. Cennik pozwala wybierać spośród czterech jednostek benzynowych (w tym jedna to hybryda typu plug-in) i dwóch wysokoprężnych. Rozstrzał mocy wynosi od 150 do 265 KM, przy czym najlepiej do wizerunku odmiany Sportline pasuje chyba wyłącznie najmocniejsza wersja. Oparta jest ona o ten sam dwulitrowy silnik benzynowy, co w testowanym Superbie o mocy 204 KM, ale nie taki sam. Tymczasem, gdy pozostaniemy przy tańszym o przynajmniej 22 000 złotych i słabszym o 61 KM wariancie, powinniśmy znów uruchomić wspominany na początku zdrowy rozsądek. Jest on tu potrzebny nie po to, aby próbować na siłę pocieszać się, że jednak nie wybraliśmy najmocniejszej odmiany, ale po to, żeby docenić to, co oferuje wersja 204-konna. Jest ona rzeczywiście przysłowiowym „złotym środkiem” wśród jednostek benzynowych tu dostępnych, łącząc dobre osiągi z zaskakująco niskim spalaniem. Dane techniczne podpowiadają nam, że takie auto przyspiesza do „setki” w 7,4 s i może maksymalnie pojechać 248 km/h, co szczególnie w przypadku tego drugiego parametru jest dosyć imponujące i – tu znów – nie odstaje od marek premium, których nawet mocne wersje silnikowe mają przeważnie elektroniczne „kagańce” założone na 250 km/h. To, czego realnie można od Skody 2.0 TSI 204 KM oczekiwać i z czego samochód dobrze się wywiązuje, to dobra dynamika i elastyczność, połączona z dosyć przyjemnym brzmieniem silnika. Ale uwaga – dobra dynamika i elastyczność to nie to samo, co bardzo dobra. Testowane auto waży minimum 1643 kilogramy i to również ma tutaj znaczenie. W codziennej jeździe, takiej zwyczajnej, nie trzeba nawet wysoko wkręcać jednostki napędowej. Wystarczy nauczyć się żyć z dwusprzęgłową skrzynią o siedmiu przełożeniach, aby pozwolić jej wykrzesać odpowiedni potencjał czterocylindrowego motoru, z pewnym jednak zastrzeżeniem, o czym za chwilę. Natomiast absolutnie nie powinniśmy nastawiać się na zbyt wiele, gdy zaczniemy zmuszać auto do pokazania wszystkiego, co ma do zaoferowania w kwestii osiągów.

Po części winna temu jest właśnie skrzynia biegów. Zwyczajowo szybka w reakcjach i płynnie zmieniająca przełożenia, nie zawsze jednak dobrze odgaduje zamiary kierowcy i nie zawsze pozwala silnikowi rozwinąć skrzydła. Pomijając szarpnięcia, które niestety niezmiennie towarzyszą jej pracy i nie zostały wyeliminowane na przestrzeni lat, „dwusprzęgłówka” ma czasem problemy z dobraniem odpowiedniego biegu w sytuacji, gdy kierowca głębiej wciska gaz. Nie zdarzało się to w aucie z silnikiem 2.0 TDI 150 KM, testowanym wcześniej – ot, taka ciekawostka. Tutaj natomiast czasem miało miejsce, a zdarzało już nagminnie, gdy jeździłem po górskich drogach. Ciągłe podjazdy i zjazdy wymuszały na skrzyni intensywne „myślenie”, regularnie zwieńczone złą decyzją o wbiciu danego biegu. Dlatego też warto w takich chwilach używać sportowego trybu pracy przekładni, a najlepiej całkowicie samemu zmieniać biegi. Umożliwiają to seryjne, niewielkie przełączniki przy kierownicy, chociaż i one niekiedy nie potrafią uratować sytuacji. Czasem bowiem po ich użyciu skrzynia reaguje z wyraźnym opóźnieniem i przy tej mocy silniku, wielkości i masie, samochód nie zawsze jest w stanie nadrobić takie straty. Cóż, wyboru jednak nie ma, Skoda nie pozwala już nabyć Superba z manualną przekładnią, niezależnie od wersji silnikowej. A plusy skrzyni? Wspomniałem już o miękkości i płynności pracy na co dzień, przy normalnej jeździe. Czy plusem jest umiejscowienie sterowania nią przy kierownicy, zamiast na konsoli środkowej, każdy może ocenić samemu. Przy próbie szybkiego przejścia z trybu D na R lub odwrotnie można się nieco pogubić, ale idzie się do nowego rozwiązania przyzwyczaić. Na pewno nie nazwałbym go wadą tego samochodu.

Nie określiłbym w ten sposób również programowalnego pokrętła Smart Dials, któremu towarzyszą jeszcze dwa sterowniki na panelu klimatyzacji. Środkowe pokrętło można ustawić tak, aby mogło spełniać kilka różnych funkcji. Może sterować przełączaniem trybów jazdy (jest ich pięć: Eco, Comfort, Normal, Sport i Individual), intensywnością i kierunkiem nawiewu, czy też głośnością audio. Dwa boczne pokrętła obsługują ustawienia temperatury we wnętrzu i podgrzewanie foteli. Wpisane w nie 32-milimetrowe wyświetlacze wskazują aktualnie wybraną funkcję i trzeba przyznać, że mimo iż trudno jest odnaleźć szukane ustawienie bez odrywania wzroku od drogi, to jest to i tak rozwiązanie lepsze od regulowania wszystkiego wyłącznie za pomocą ekranu dotykowego, którego rozmiar to 13 cali.

Nowy infotainment Skody spisuje się bardzo dobrze, nie sposób nie doceniać poziomu jego dopracowania. Zacięć w pracy w zasadzie się tu nie doświadcza, przy czym układ menu i jego kolorystyka są wciąż znajome dla tych, którzy mieli do czynienia z autami Skody sprzed kilku lub nawet kilkunastu lat. Wszystko oczywiście odpowiednio unowocześniono, ale strona wizualna nawiązuje do poprzednich rozwiązań Skody i łatwo się w tym wszystkim połapać. Widoki na ekranie startowym można w szerokim spektrum personalizować, da się podejrzeć wiele w zaimplementowanej instrukcji obsługi, a testowany egzemplarz – w odróżnieniu od prezentowanego wcześniej – miał działającą obsługę głosową. Wirtualne zegary pozwalają wyświetlać szereg różnych kombinacji informacji, w tym dużą mapę nawigacji. Nowością w Superbie jest wyświetlacz przezierny na szybie czołowej. Na chwilę uwagi zasługują reflektory matrycowe z liczbą 36 segmentów świetlnych, działające dobrze w sytuacjach konieczności wybierania właściwych obszarów jezdni wyłączanych z oświetlania (przeciwdziałanie oślepianiu innych kierowców), a także pokaźna lista łatwych w dezaktywacji asystentów jazdy. Robi się to szybko poprzez ekran centralny, na którym widnieje ikonka/skrót do stosownego menu. Jedna ważna uwaga – irytuje funkcja hamowania podczas manewrowania. Aktywuje się ona zawsze po włączeniu zapłonu i nie da się wyłączyć na stałe, a taka możliwość bardzo by się przydała. Jeśli parkujesz na ciasnym miejscu parkingowym albo w wąskim garażu, nadwrażliwe czujniki reagują i auto gwałtownie się zatrzymuje, nawet gdy tor jazdy auta nie wskazuje na możliwość kolizji. Jest to nieprzyjemne i może być niebezpieczne. Warto byłoby usprawnić działanie tej funkcji, tym bardziej w samochodzie „oblepionym” kamerami, gdzie kierowca może swobodnie wybierać widok z każdej strony podczas wykonywania manewrów i naprawdę trzeba się postarać, aby uszkodzić nadwozie Superba. Mimo długości i szerokości wynoszących odpowiednio 4912 i 2090 mm (z rozłożonymi lusterkami), jest to samochód bardzo łatwy do parkowania i ogólnie pojętego manewrowania.

Cieszy duży zbiornik paliwa o pojemności 66 litrów. Pozwala jeździć bez tankowania nawet przez 971 kilometrów, co naprawdę można docenić w długiej trasie. Przyda się wtedy także naprawdę dobre wyciszenie wnętrza (podwójne szyby boczne przednie) i świadomość, że podróżujemy samochodem odnajdującym się najlepiej właśnie w takich warunkach. Świetnym wyborem dla takiego przeznaczenia użytkowego będzie zapewne diesel 2.0 o mocy 193 KM z seryjnym napędem na cztery koła. Testowana wersja 204-konna takowego mieć nie może. Szczególnych powodów do narzekania na taki stan rzeczy, takich odczuwalnych na co dzień co prawda nie ma, ale jeśli tylko droga stanie się mokra i zechcemy na przykład szybko ruszyć z miejsca, pojawiają się kłopoty z trakcją. Przedni napęd nie do końca sprawnie radzi sobie z przeniesieniem pełnych 320 Nm na asfalt, tym bardziej, że parametr ten dostępny jest w szerokim zakresie od 1500 do 4400 obr/min. Pomaga to oczywiście w sprawnej jeździe, ale tylko, gdy warunki drogowe na to pozwalają. Napęd obydwu osi sprawdziłby się tutaj lepiej.

Skoda czy Mercedes? Skoda czy BMW? A może nowy Superb zamiast nowego Audi A5? Albo zamiast Lexusa ES? Temu ostatniemu blisko już do najgroźniejszego rywala nowego Superba w wersji liftback na polskim podwórku, jakim jest aktualnie mocno odświeżona Toyota Camry. Ma podobną moc (204 vs 230 KM), natomiast zupełnie inaczej rozwiązaną kwestię napędu – jest oczywiście hybrydą. Bez wahania wskazuję, że Skoda jest autem po prostu lepszym. Nie tylko bardziej praktycznym (liftback vs sedan), lepiej wykończonym, wyciszonym i wyposażonym. Ogólnie sprawia wrażenie bardziej dopracowanego, chociaż zamieniłbym jej skrzynię biegów na bezstopniowy automat Toyoty. Obydwa auta walczą o tego samego klienta, będąc jednocześnie naprawdę odmiennymi pojazdami. Subiektywnie, ale i pod pewnymi względami obiektywnie, Skoda to porównanie wygrywa. Celowo pomijam w tym zestawieniu nowego Volkswagena Passata, ponieważ w Polsce to nie on naprawdę zagraża Skodzie, a właśnie Camry. Sam Passat zresztą przecież taką prawdziwą konkurencją dla Superba nie jest – środki ze sprzedaży obydwu modeli trafiają przecież do jednego worka. A gdyby pominąć jakiekolwiek porównania i skupić się na tej tylko Skodzie Superb, to… nadal uważam, że może ona w pełni praw stawać w szranki z niemieckimi, „nieco” przepłacanymi autami premium. No dobrze, miało przecież nie być już porównań…

Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Kucharski
PODSTAWOWE INFORMACJE

| Rodzaj | Benzynowy, turbodoładowany, rzędowy, 4 cylindry, 16 zaworów |
| Umieszczenie | Poprzecznie z przodu |
| Rozrząd | Napędzany paskiem zębatym, DOHC, 4 zawory na cylinder |
| Pojemność skokowa | 1984 cm3 |
| Średnica cylindra x skok tłoka | 82,0 x 93,0 mm |
| Stopień sprężania | 12,0 : 1 |
| Moc maksymalna | 150 kW (204 KM) w zakresie 4500-6000 obr/min |
| Maksymalny moment obrotowy | 320 Nm w zakresie 1500-4400 obr/min |
| Olej silnikowy | 0W-20 |
| Akumulator rozruchowy egzemplarza testowanego | 70 Ah |
| Rodzaj | Na przednie koła |
| Skrzynia biegów | Automatyczna dwusprzęgłowa 7-biegowa |
| Przyspieszenie od 0 do 100 km/h | 7,4 s |
| Prędkość maksymalna | 248 km/h |
| W cyklu niskim WLTP (jazda miejska) | 10,0 l/100 km |
| W cyklu mieszanym WLTP | 6,8 l/100 km |
| W cyklu wysokim WLTP (jazda pozamiejska) | 5,8 l/100 km |
| Przy 50 km/h na 5 biegu | 3,6 l/100 km |
| Przy 120 km/h na 7 biegu | 6,0 l/100 km |
| Przy 140 km/h na 7 biegu | 6,8 l/100 km |
| Średnie na trasie pomiarowej o długości 100 km* | 5,8 l/100 km |
| Średnie w teście na całym dystansie 1845 km | 6,8 l/100 km |
| Pojemność zbiornika paliwa | 66 l |
| Zasięg według średniego zużycia paliwa na trasie pomiarowej | 971 km |
| Emisja CO2 w cyklu mieszanym WLTP | 155 g/km |
| Norma emisji spalin | Euro 6 |


| Zawieszenie przednie | Kolumny McPhersona, amortyzatory gazowo-olejowe sterowane elektronicznie (opcja), stabilizator |
| Zawieszenie tylne | Wielowahaczowe, amortyzatory gazowo-olejowe sterowane elektronicznie (opcja), sprężyny śrubowe, stabilizator |
| Przekładnia kierownicza | Zębatkowa, wspomaganie elektromechaniczne |
| Marka i model opon egzemplarza testowanego | Bridgestone Turanza 6 |
| Rozmiar opon przód i tył | 235/45 R18 94W |
| Koło zapasowe | Dojazdowe (opcja za 800 zł), w standardzie zestaw naprawczy |
| Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy standardowym obciążeniu | 2,5 bara |
| Zalecane ciśnienie w oponach tylnej osi przy standardowym obciążeniu | 2,5 bara |
| Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy maksymalnym obciążeniu | 2,6 bara |
| Zalecane ciśnienie w oponach tylnej osi przy maksymalnym obciążeniu | 2,8 bara |
| Zalecane ciśnienie w oponie koła zapasowego (dojazdowego) | 4,2 bara |
| Oś przednia | Tarcze wentylowane |
| Oś tylna | Tarcze wentylowane |
| Rodzaj czynnika chłodzącego | R-1234yf |
| Pojemność układu | 460 g |
| Rodzaj nadwozia | Samonośne |
| Homologacja | 5-osobowa |
| Długość | 4912 mm |
| Szerokość bez lusterek zewnętrznych | 1849 mm |
| Szerokość z rozłożonymi lusterkami zewnętrznymi | 2090 mm |
| Wysokość | 1511 mm |
| Zwis przedni | 950 mm |
| Zwis tylny | 1121 mm |
| Kąt natarcia | 13 stopni |
| Kąt zejścia | 12,2 stopnia |
| Rozstaw osi | 2837 mm |
| Rozstaw kół przednich | 1585 mm |
| Rozstaw kół tylnych | 1574 mm |
| Średnica zawracania | 11,1 m |
| Pojemność bagażnika | 645-1795 l |
| Długość przestrzeni bagażowej przy rozłożonej kanapie tylnej | 1195 mm |
| Szerokość wnętrza z przodu | 1508 mm |
| Szerokość wnętrza z tyłu | 1504 mm |
| Wysokość wnętrza od siedziska przedniego fotela do dachu | 1049 mm |
| Wysokość wnętrza od siedziska tylnej kanapy do dachu | 986 mm |
| Masa własna auta testowanego, bez kierowcy | 1643 kg |
| Ładowność | 527 kg |
| Dopuszczalna masa całkowita | 2170 kg |
| Dopuszczalna masa zespołu pojazdów | 3970 kg |
| Dopuszczalna masa przyczepy z hamulcem | 1800 kg |
| Dopuszczalna masa przyczepy bez hamulca | 750 kg |
| Dopuszczalny nacisk na hak holowniczy | 90 kg |
| Dopuszczalne obciążenie dachu | 100 kg |

Poniższe informacje są aktualne na dzień ich publikacji i mogą nie uwzględniać promocji stosowanych przez importera/dealera.
| Wymiana oleju silnikowego | Według wskazań komputera pokładowego, nie rzadziej niż co 30 000 km lub co 2 lata |
| Przegląd okresowy | Według wskazań komputera pokładowego, nie rzadziej niż co 30 000 km lub co 2 lata |
| Przegląd powłoki lakierowej | Podczas każdego przeglądu okresowego |
Interwały serwisowe mogą różnić się w zależności od zastosowanego w danym egzemplarzu samochodu wariantu wykonywania przeglądów:
| 1 przegląd + 1 wymiana oleju/24 miesiące | 1299 zł brutto |
| 1 przegląd + 2 wymiany oleju/24 miesiące | 2199 zł brutto |
| 2 przeglądy + 2 wymiany oleju/24 miesiące | 3599 zł brutto |
| Na podzespoły | 3 lata/60 000 km, z czego pierwsze 2 lata bez limitu kilometrów |
| Na powłokę lakierową i korozję powierzchniową | 3 lata bez limitu kilometrów |
| Na perforację korozyjną | 12 lat bez limitu kilometrów |
| Gwarancja Mobilności | 0 zł, pod warunkiem wykonywania przeglądów okresowych w ASO |
| Program serwisowy Twoja Flota dla klientów flotowych | 0 zł za przystąpienie do programu, warunkiem jest użytkowanie co najmniej 5 samochodów marek Audi, Seat, Skoda i/lub Volkswagen. |
Więcej informacji można znaleźć na oficjalnej stronie importera: www.skoda-auto.pl.

| Okres w miesiącach/Przebieg w kilometrach | Wartość rezydualna |
|---|---|
| 12/30 000 | 79,2% |
| 24/60 000 | 69,6% |
| 36/90 000 | 61,4% |
| 48/120 000 | 54,3% |
| 60/150 000 | 48,1% |




























































































































































Fot. Arkadiusz Kucharski