Tag: <span>Elegance</span>

Suzuki Vitara 1.4 BoosterJet mild Hybrid 4WD 6MT Elegance

Z GATUNKU TYCH WYJĄTKOWYCH

Oto samochód, który z pozoru niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ale Suzuki Vitara 1.4 BoosterJet Elegance jest nie tylko ładnym, praktycznym i dobrze wyposażonym małym SUV-em. Potrafi zdecydowanie więcej, niż tylko podjechać pod wysoki krawężnik podczas miejskiego parkowania.

Suzuki stworzyło Vitarę już dawno temu, ponieważ model o tej nazwie sprzedawany jest od 35 lat, co producent postanowił podkreślić, oferując wersję jubileuszową 35th Anniversary Special Edition. W 1988 roku auto to było jednak czymś zupełnie innym, niż jest obecnie. Tamta mała terenówka oparta była na ramie i w zasadzie nie oferowała w ogóle tego, co oferuje najnowsza, sprzedawana od 2015 roku generacja – komfortu jazdy. Po drodze Suzuki zrobiło sobie przerwę i od 2005 do 2015 roku nie oferowało Vitary, przedtem – po wprowadzeniu drugiej generacji auta w 1998 roku – produkując równolegle pierwsze i drugie pokolenie modelu. Trochę to zagmatwane, ale najważniejsze jest, że samochód powrócił do oferty japońskiego producenta i przez 8 lat na tyle dobrze sobie radzi w segmencie niewielkich SUV-ów, że nawet będąc już stosunkowo „wiekowym”, dzięki wprowadzanym zmianom i unowocześnieniom jest wciąż atrakcyjnym samochodem, tracąc jednocześnie nieco terenowego imidżu, chociażby z powodu konstrukcji opartej obecnie o nadwozie samonośne.


Atrakcyjność tę zwiększa fakt, że auto to w zasadzie tworzy swoją odrębną klasę samochodów. Jest tak dlatego, że poza Dacią Duster i SsangYongiem Tivoli praktycznie nie ma realnej konkurencji. Owszem, istnieją także inne auta z napędem obu osi i o zbliżonej wielkości, ale grają w zupełnie innej lidze jeśli chodzi o koszty (poza pewnym wyjątkiem, o którym więcej na końcu tekstu). Wyjściowa cena Vitary 1.4 BoosterJet 4WD wynosi przy uwzględnieniu oferowanego obecnie rabatu 106 400 złotych i trudno nie określić jej inaczej, niż jako atrakcyjną. Dodatkowo, model prezentowany w tym teście, czyli wersja Elegance – środkowa w gamie – w kwocie potrzebnej do jej zakupu, czyli 116 400 złotych, ma sporo seryjnego, ciekawego wyposażenia, zarówno z dziedziny komfortu, jak i bezpieczeństwa. W standardzie mamy między innymi nawigację satelitarną, skuteczne reflektory LED-owe (diodowe są zarówno światła mijania, jak i drogowe), podgrzewane fotele, szereg asystentów jazdy i aktywny tempomat. Tutaj warto wspomnieć o polityce sprzedażowej Suzuki, które w zasadzie nie daje możliwości doposażania auta w opcje dodatkowe – poza wyborem silnika, rodzaju napędu i koloru nadwozia, można wybierać jedynie spośród akcesoriów mających wpływ na wygląd samochodu, takich jak kolorowe nakładki na nadwozie. Testowany egzemplarz miał więc w zasadzie tylko jedną opcję płatną dodatkowo – metalizowany lakier o nazwie Galactic Gray, połączony z czarnym dachem, kosztujący 3690 zł.

KAŻDEMU WEDŁUG POTRZEB

Klienci mogą więc zdecydować, czy potrzebują auta tylko pozornie i tylko wizualnie nawiązującego do legendy Vitary, czy również takiego, które może w razie potrzeby nawiązać do historii swoim zachowaniem poza drogami utwardzonymi. Testowany egzemplarz, czyli ta druga opcja, wyposażony w napęd na cztery koła AllGrip i manualną sześciobiegową skrzynię biegów (automatyczna dostępna jest wyłącznie w odmianie pełno-hybrydowej z silnikiem 1.5), zdołał podczas testu udowodnić swoją przydatność właśnie w takich warunkach. Co prawda auta nie zabrałem w żaden ciężki teren, nie próbowałem go na siłę zakopać w piachu po lusterka, czy wjeżdżać pod klikudziesięciostopniowe wzniesienia. Jednak podczas wypadu na obszar budowy drogi ekspresowej, gdzie nie brakowało niestandardowych dla samochodu przeszkód rozsianych na trasie przejazdowej, Vitara dała się poznać jako auto na tyle „twarde”, że nie dziwi mnie widok tego modelu właśnie na wszelakich terenach budów. Jest to samochód zwinny, dzielny poza asfaltem i rzeczywiście nadaje się do roli pojazdu, który zawiezie kierownika budowy czy inżyniera w sam środek nadzorowanej przez niego akcji. Dzięki prześwitowi wynoszącemu 175 mm i krótkiemu rozstawowi osi (2500 mm), da się Vitarą jeździć poza asfaltem w miarę bezstresowo. Umieszczone między fotelami sterowanie napędem pozwala aktywować stałe napędzanie czterech kół lub pozostawić sterowanie przepływem momentu obrotowego komputerowi. Suzuki wyposażyło ten model także w system wspomagania zjazdu ze wzniesienia, co również świadczy o dosyć poważnym podejściu producenta do tematu „uterenowienia” Vitary. 


Model ten nie ma jednak przecież służyć wyłącznie do tego, aby użytkować go poza normalnymi drogami. Co więcej – wersja Elegance zachęca, aby w aucie tym nie upatrywać narzędzia do cięższej pracy. Robi to przede wszystkim wspomnianym wcześniej bogatym wyposażeniem standardowym (pełna konfiguracja auta dostępna jest na końcu tego materiału), ale również bardzo dobrą jak na tej wielkości pojazd przestronnością wnętrza i zastosowanymi praktycznymi rozwiązaniami. I tak, dla czterech dorosłych osób Suzuki Vitara będzie autem naprawdę wygodnym. Zarówno na przednich fotelach, jak i na tylnej kanapie siedzi się stosunkowo wysoko, ale pozycja taka nie przeszkadza w tym aucie, a wręcz do niego pasuje. Dzięki temu, a także dzięki świetnej widoczności z wnętrza, kanciastemu nadwoziu, jego niewielkim rozmiarom i dużym lusterkom zewnętrznym, Vitarą manewruje się z dziecinną łatwością i można obyć się podczas tych czynności bez seryjnych czujników parkowania (z przodu i z tyłu) i kamery cofania. Wszystkie te cechy, a także lekko pracujący układ kierowniczy, dają pełen obraz tego, jak Suzuki Vitara sprawuje się podczas miejskiej eksploatacji. Bo gdyby patrzeć tylko na segment, w jakim auto jest pozycjonowane (dla przypomnienia – jest to coś w rodzaju SUV-a klasy B), można stwierdzić, że jego przeznaczeniem nie są długie trasy. Ale spokojnie – na nich także radzi sobie nie najgorzej. Podczas wspomnianego miejskiego użytkowania samochód ten czuje się chyba jednak najlepiej.


Zawieszenie oparte na kolumnach McPhersona z przodu i belce skrętnej z tyłu skonstruowano oczywiście z myślą o tym, że auto będzie opuszczać asfalt. Dlatego nie dało się zrobić z Vitary samochodu jednoznacznie opowiadającego się za dynamiczną jędrnością nastawów układu jezdnego. Bliżej im do komfortowej miękkości, co dziwić nie może, ale nie należy lękać się trochę ostrzejszej jazdy po łukach lub większych prędkości w trasie. Auto jest stabilne i przewidywalne przez cały czas, jedynie wspomniana lekkość pracy układu kierowniczego nie pozwala czuć, że mamy do czynienia z samochodem zachęcającym do poznawania granic jego układu zawieszenia. Na plus należy zaliczyć Suzuki, że oprócz lekkiego obracania kierownicą układ jest bardzo bezpośredni, wręcz zaskakująco jak na tego typu auto. Mógłby być jednak odrobinę mniej czuły, dzięki czemu podczas szybszej jazdy można byłoby uniknąć chwilami zbyt gwałtownego zmieniania jej kierunku. Da się jednak przywyknąć do takiego zachowania samochodu. Co ciekawe, mimo wspomnianego krótkiego rozstawu osi, auto zachowuje się na drodze jak samochód o klasę większy i trudno z miejsca kierowcy wyczuć, że nadwozie mierzy tylko 4175 mm długości.

WNĘTRZE JEST PO PROSTU „JAPOŃSKIE”

Wcześniej wspomniana praktyczność niewielkiego Suzuki objawia się w ilości i rozmieszczeniu schowków/skrytek w kabinie, a także podwójnej podłodze bagażnika. Po złożeniu oparć tylnej kanapy nie tworzą one progu na podłodze, za co Japończykom należą się pochwały. Bagażnik ma pojemność od 375 do 750 litrów, co nie jest wartością powalającą, ale subiektywne odczucia co do niej są inne. Wydaje się, że przestrzeni załadunkowej jest więcej, a dodatkowo po bokach kufra znajdują się zagłębienia do przewożenia mniejszych przedmiotów. Mniej chwalić należy skokową regulację stopnia pochylenia oparcia przednich foteli, a także brak jakiejkolwiek regulacji lędźwiowej. Siedzenia są jednak mimo to wygodne i dobrze wyprofilowane. Pokryto je – tak jak i boczki drzwi – przyjemnym w dotyku materiałem przypominającym alcantarę, natomiast zaoszczędzono na gałce dźwigni zmiany biegów, która nie ma skórzanego obszycia. A jeśli już jesteśmy w tych rejonach kabiny, obok dźwigni zmiany biegów znajdziemy tak lubianą przeze mnie, standardową, mechaniczną dźwignię hamulca ręcznego. Jego działanie jest lekkie, proste i przyjemne. Elektromechaniczne układy hamulców postojowych nie są złe, ale kierowca „starej daty” z ochotą raz na jakiś czas pomacha sobie prawdziwie ręcznym hamulcem ręcznym. Suzuki zastosowało we wnętrzu Vitary także kilka pomysłów, które w autach japońskich można spotkać nawet już od kilkudziesięciu lat. Fotel pasażera ma na oparciu kieszeń dla pasażerów z tyłu, ten kierowcy jest jej jednak pozbawiony. Automatyczna klimatyzacja nie ma podziału na strefy, a tworzywa użyte do wykonania deski rozdzielczej i ogólnie zastosowane w kabinie są twarde. Nie trzeszczą jednak, co nie jest regułą w niektórych sporo droższych autach. 


Suzuki Vitara 1.4 BoosterJet model roku 2023 ma jeszcze kilka rozwiązań, które nowocześnie nastawionym do życia kierowcom mogą się wydać już nieco nie na miejscu. Oświetlenie kabiny i bagażnika nie ma źródeł światła w postaci diod LED, co generalnie wadą nie jest, jednak odbija się negatywnie na jakości oświetlenia przestrzeni. W kabinie jest dobrze, natomiast światełko w bagażniku jest zbyt mało efektywne. Czujnik zmierzchu można wyłączyć (co akurat bardzo lubię), a lusterko wsteczne nie jest fotochromatyczne. Tak naprawdę jednak nie zabiera to Vitarze ani trochę ergonomii, wręcz przeciwnie. Prostota obsługi tego auta jest jego wielką zaletą. Na co dzień docenia się na przykład panel z kilkoma przyciskami, umieszczony na desce rozdzielczej po lewej stronie od kierownicy, gdzie znaleźć można wyłącznik systemu start-stop i błyskawicznie go dezaktywować, bez szukania takiej funkcji w menu multimediów, jak to coraz częściej bywa w różnych autach. Wszystko jest tutaj pod ręką, nieskomplikowane i nieprzeładowane. Oddzielny panel klimatyzacji z pokrętłami, przyciski na kierownicy do obsługi tempomatu, audio i telefonu, nawet umieszczony tuż przy analogowych zegarach przycisk/pokrętło do obsługi komputera pokładowego nie razi. Oczywiście jego używanie nie jest najwygodniejsze i obiektywnie należy uznać to za wadę, jednak w praktyce okazuje się, że nie ma potrzeby częstego sięgania do jego funkcji. Komputer pokładowy ma ich sporo, wśród nich znalazły się nawet takie informacje, jak grafika przedstawiająca używanie pedałów gazu i hamulca, aktualne wykorzystanie mocy i momentu obrotowego, czy informująca o generowanych przeciążeniach podczas jazdy. W trakcie codziennego życia z samochodem nie zagląda się tam jednak zbyt często. Można traktować te wskazania jako niezbyt przydatne bajery. Co innego informacje dotyczące napędu.

HYBRYDA WŁASNEGO POMYSŁU

Miękka hybryda Suzuki jest własną konstrukcją Japończyków. Vitara 1.4 BoosterJet mild Hybrid to połączenie czterocylindrowego silnika o pojemności 1373 cm3, bezpośredniego wtrysku benzyny i układu 48V z funkcją silnika elektrycznego, akumulatora litowo-jonowego i przetwornicy prądu stałego. Moc takiego systemu wynosi 129 KM i mimo że ten parametr nie porywa, ważniejsze są jednak inne dane. Od 2000 do 3000 obr/min Suzuki Vitara 1.4 ma do dyspozycji 235 Nm maksymalnego momentu obrotowego, które oddaje kierowcy, wprawiając go chwilami w osłupienie. A czasem nie tyle jego, co innych użytkowników dróg. Jeśli miałbym wskazać, co mnie najbardziej zaskoczyło podczas jazdy tym autem, to właśnie jego napęd i stopień oferowanych osiągów. Vitara nie tylko z miejsca przyspiesza chętnie, bardziej rzuca się w oczy jej zdolność do zwiększania prędkości, gdy auto jest już rozpędzone. Elastyczność silnika jest godna pochwały. Rozpędzanie jest płynne, nie występują żadne szarpnięcia, nie ma zwłoki w reakcji na wciśnięcie pedału gazu. W osiąganiu dobrej dynamiki jazdy ewidentnie pomaga dodatkowy zastrzyk energii z akumulatora umieszczonego pod fotelem pasażera, a także masa własna auta, które nie waży więcej niż 1275 kg. Uwzględniając bogate wyposażenie seryjne, elementy napędu hybrydowego i układu 4×4, wynik ten należy uznać za bardzo dobry. 

Dzięki prześwitowi wynoszącemu 185 mm i krótkiemu rozstawowi osi (2500 mm), da się Vitarą jeździć poza asfaltem zupełnie bezstresowo. Umieszczone między fotelami sterowanie napędem pozwala aktywować stałe napędzanie czterech kół lub pozostawić sterowanie przepływem momentu obrotowego komputerowi.

Tym lepsze okazuje się być zużycie paliwa. Lekko ponad 5 litrów benzyny na każde 100 kilometrów to rezultat spokojnie do osiągnięcia podczas jazdy w różnych warunkach drogowych. Korzystając z pełni możliwości silnika, należy liczyć się oczywiście z jego zwiększeniem, jednakże trzeba wspomnieć, że hałas jednostki napędowej na wysokich obrotach jest dosyć duży i nie zachęca do takiego traktowania Vitary. Ogólny akustyczny komfort jest dobry, chociaż do ideału brakuje nieco lepszego wyciszenia przede wszystkim odgłosów toczenia opon. A gdy już mowa o minusach, nie można nie wspomnieć o pracy dźwigni zmiany biegów. Stosunkowo długi, wystający zauważalnie z konsoli środkowej drążek ogólnie pracuje lekko i precyzyjnie, jednakże przełożenia od pierwszego do trzeciego potrafią wchodzić z lekkim oporem, możliwym do zniwelowania, ale wymagającym bardzo precyzyjnej ręki. Plusem jest natomiast samo zestrojenie przełożeń. Wspomniana bardzo dobra elastyczność jednostki napędowej i takie a nie inne zestopniowanie skrzyni sprawiają, że Vitara 1.4 BoosterJet nie upomina się o zbyt częstą redukcję biegów. Komputer pokładowy – znając możliwości silnika – podpowiada wrzucanie wyższych przełożeń na długo zanim motor osiągnie pułap 2000 obr/min. Oczywiście, w trakcie codziennego użytkowania samochodu nie da się tym wskazaniom ściśle podporządkować, ale sam fakt, że Suzuki da się jeździć prawie jak dieslem, może mieć dla kogoś znaczenie. Świetne wrażenie podczas jazdy miejskiej sprawia dosyć mocne zwalnianie samochodu po odpuszczeniu pedału gazu, które pozwala ograniczyć używanie hamulców. Taki stosunkowo agresywny odzysk energii wydaje się idealnie dostosowany właśnie do miejskiego użytkowania auta, trochę gorzej wypada jednak w trasie, gdy każde niepotrzebne wytracenie prędkości zmusza do jej późniejszego odzyskania. 


Ten samochód mnie zwyczajnie zaskoczył. To nie jest auto w typie, jakie jeszcze do niedawna Suzuki miało w ofercie. Vitara, chociaż jest samochodem niewielkim i stosunkowo niedrogim, potrafi zaskoczyć poziomem dopracowania. Ma oczywiście wady, nie da się ich nie dostrzec. Jednakże warto zwrócić na ten samochód uwagę nie tylko wtedy, gdy mieszka się w górach. Fakt – tam to auto jest rzeczywiście popularne. Tak się złożyło, że podczas testu byłem w naszych polskich Tatrach i chociaż Vitarę musiałem zostawić w Warszawie, to podczas tego krótkiego górskiego wypadu zwróciłem uwagę, że Suzuki jest naprawdę godnie reprezentowane w tym rejonie naszego kraju. Trudno się temu dziwić. Tak jak i temu, że Vitara jest częstym widokiem na ulicach miast. W wersji z napędem tylko na jedną oś, można nabyć ją w cenie poniżej 90 tysięcy złotych, a dziś, patrząc na ceny nowych aut i odnosząc je do realnej ich wartości, jest to niewątpliwie zaletą. Przede wszystkim należy docenić, że to auto jest w ogóle dostępne, ponieważ segment małych SUV-ów z napędem na cztery koła albo jest mocno ograniczony, albo auta takie kosztują krocie. Tymczasem Suzuki Vitara to według mnie najlepsza propozycja dla kogoś, kto z różnych przyczyn musi lub chce mieć samochód tej wielkości, stosunkowo niedrogi, zdolny do bezstresowego zjazdu z utwardzonych szlaków, zapewniający przy tym sporo przestrzeni i praktyczności na co dzień. Ciekawostka – model ten ma swojego wewnętrznego konkurenta w postaci Suzuki S-Crossa, ale jest to jednak trochę inny samochód, droższy i nie tak „terenowy” jak Vitara. Obcując z nią, można pokusić się o stwierdzenie, że jej legenda, chociaż w innej, łagodniejszej formie, jest wciąż żywa.


Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Kucharski


PLUSY
  • Napęd na obie osie – niewątpliwy wyróżnik tego auta
  • Atrakcyjna stylizacja, nawiązująca do zdolności samochodu poza asfaltem
  • Bogate wyposażenie seryjne wersji Elegance przy stosunkowo atrakcyjnej cenie
  • Bardzo dobre osiągi, szczególnie godna pochwały elastyczność silnika
  • Możliwe i bez trudu osiągane, bardzo niskie zużycie paliwa
  • Duży komfort jazdy po nierównościach
  • Jak na taki samochód – dobre prowadzenie i stabilność jazdy
  • Bardzo dobra przestronność wnętrza, sporo schowków i skrytek
MINUSY
  • Skrzynia biegów potrafi haczyć na trzech pierwszych przełożeniach
  • Podwyższony hałas toczenia opon
  • Twarde tworzywa we wnętrzu, na szczęście dobrze spasowane
  • Ograniczone możliwości regulacji foteli przednich

PODSTAWOWE INFORMACJE

  • Silnik: benzynowy, turbodoładowany, 1373 cm3
  • Moc maksymalna: 129 KM przy 5500 obr/min
  • Maksymalny moment obrotowy: 235 Nm w zakresie 2000-3000 obr/min
  • Skrzynia biegów: manualna 6-biegowa
  • Przyspieszenie 0-100 km/h: brak danych
  • Prędkość maksymalna: 190 km/h
  • Zużycie paliwa w cyklu mieszanym WLTP: 5,8-5,9 l/100 km
  • Zużycie paliwa na trasie testowej: 5,1 l/100 km
  • Zużycie paliwa średnio w teście: 5,3 l/100 km
  • Cena samochodu w wersji testowanej 1.4 BoosterJet mild Hybrid 4WD 6MT Elegance: od 116 400 zł
  • Cena egzemplarza testowanego: 120 090 zł

DANE TECHNICZNE
SERWIS/GWARANCJA
WARTOŚĆ REZYDUALNA
ZDJĘCIA

Suzuki Vitara 1.4 BoosterJet mild Hybrid 4WD 6MT Elegance

OznaczenieK14D
RodzajBenzynowy, turbodoładowany, rzędowy, 4 cylindry, 16 zaworów
ZasilanieBezpośredni wtrysk paliwa
RozrządDOHC, 4 zawory na cylinder
Pojemność skokowa1373 cm3
Średnica cylindra x skok tłoka73,0 x 82,0 mm
Stopień sprężania10,9 : 1
Moc maksymalna95 kW (129 KM) przy 5500 obr/min
Maksymalny moment obrotowy235 Nm w zakresie 2000-3000 obr/min
Olej silnikowy0W-20
Ilość oleju przy wymianie wraz z filtrem3,6 l
RodzajNa cztery koła, dołączany automatycznie (z możliwością ręcznej aktywacji) napęd tylnej osi ze sprzęgłem wielopłytkowym
Skrzynia biegówManualna 6-biegowa
Przyspieszenie od 0 do 100 km/hBrak danych
Prędkość maksymalna190 km/h
W cyklu niskim WLTP (jazda miejska)6,6-6,7 l/100 km
W cyklu mieszanym WLTP5,8-5,9 l/100 km
W cyklu wysokim WLTP (jazda pozamiejska)5,1-5,2 l/100 km
Średnie na trasie pomiarowej o długości 100 km5,1 l/100 km
Średnie w teście na całym dystansie 735 km5,3 l/100 km
Pojemność zbiornika paliwa47 l
Zasięg według średniego zużycia paliwa na trasie pomiarowej922 km
Emisja CO2 w cyklu mieszanym WLTP132-133 g/km
Norma emisji spalinEuro 6d


Zawieszenie przednieKolumny McPhersona z amortyzatorami gazowo-olejowymi
Zawieszenie tylneBelka skrętna, sprężyny śrubowe, amortyzatory gazowo-olejowe
Przekładnia kierowniczaZębatkowa, wspomaganie elektryczne
Rodzaj opon samochodu testowanegoLetnie
Marka i model opon samochodu testowanegoContinental EcoContact 6
Rozmiar opon przednich215/55 R17 94V
Rozmiar opon tylnych215/55 R17 94V
Koło zapasoweBrak (w opcji koło dojazdowe za 1200 zł), w standardzie zestaw naprawczy
Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy standardowym obciążeniu2,3 bara
Zalecane ciśnienie w oponach tylnej osi przy standardowym obciążeniu2,3 bara
Zalecane ciśnienie w oponach przedniej osi przy maksymalnym obciążeniu2,4 bara
Zalecane ciśnienie w oponach tylnej osi przy maksymalnym obciążeniu2,8 bara
Oś przedniaTarcze wentylowane
Oś tylnaTarcze lite
Rodzaj czynnika chłodzącegoHFO1234yf
Pojemność układuBrak danych
Rodzaj nadwoziaSamonośne
Homologacja5-osobowa
Długość4175 mm
Szerokość bez lusterek zewnętrznych1775 mm
Wysokość z anteną dachową1610 mm
Zwis przedni875 mm
Zwis tylny800 mm
Prześwit175 mm
Rozstaw osi2500 mm
Rozstaw kół przednich1535 mm
Rozstaw kół tylnych1505 mm
Średnica zawracania10,4 m
Pojemność bagażnika362-642-1119 l
Masa własnaok. 1275 kg
Ładownośćok. 445 kg
Dopuszczalna masa całkowita1720 kg
Dopuszczalna masa przyczepy z hamulcem1200 kg
Dopuszczalna masa przyczepy bez hamulca400 kg
Maksymalny nacisk na hak holowniczy75 kg
SERWIS/GWARANCJA
WARTOŚĆ REZYDUALNA
WRAŻENIA Z JAZDY
ZDJĘCIA

Opel Astra 1.2 Turbo 145 KM Elegance

ZNAJDŹ RÓŻNICE

Nowy Opel Astra przeszedł tak subtelny lifting, że samochód po modernizacji na pierwszy rzut oka nie różni się od modelu sprzed odmładzającego zabiegu. Przynajmniej z wyglądu. Omówienie tego zagadnienia na przykładzie odmiany 1.2 Turbo 145 KM Elegance. 

Dla tych, którzy jednak postawią obok siebie do porównania dwa samochody, jeden sprzed zmian, a drugi już po nich, zabawa w odnajdywanie różnic w ich wyglądzie może być wciągająca. Jeśli zaczniesz szukać zmienionych detali, z przodu samochodu znajdziesz ich najwięcej, bo tu Opel postawił na „drastyczne” modyfikacje w stylu przemodelowanych zderzaka i atrapy chłodnicy. Z tyłu szukanie zajmie Ci więcej czasu, a finalnie stwierdzisz, że poza delikatnie zmienioną stylizacją świateł różnic nie ma. Ktoś powie, że taki lifting to nie lifting i Opel robi sobie żarty, reklamując Astrę jako „nowy” samochód, ale w całym tym szaleństwie jest metoda. Wizualnie bowiem auto nie zestarzało się ani trochę, po co więc robić na siłę zmiany, które mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Dlatego też skoncentrowano się nie tyle na stronie wizualnej, co technicznej, zmieniając paletę silnikową i listę wyposażenia mogącego zagościć na pokładzie kompaktowego Opla.

Dużo bowiem mówi się o tym, że jednostka ta ma tak potężną turbodziurę, że poniżej 2000 obr/min prawie że nie da się autem normalnie jeździć. A jest to po prostu bzdura.

Właśnie od silników trzeba zacząć w pierwszej kolejności, bo jest to temat numer jeden w przypadku odświeżonej Astry. Pod maską samochodu zagościł nowy benzynowy motor o pojemności 1199 cm3 i cylindrach w liczbie trzech, co od razu budzi skojarzenia z pewną grupą motoryzacyjną, będącą obecnie właścicielem Opla. Jeśli jednak pomyślisz, że Niemcy poszli „na skróty” i po prostu wzięli sobie z magazynów Grupy PSA bardzo dobrą jednostkę 1.2 PureTech, wielokrotnie nagradzaną tytułem Silnika Roku, pomylisz się. Poza pojemnością skokową i liczbą cylindrów silniki te nie mają ze sobą wiele wspólnego. Nowa jednostka jest dostępna w trzech wariantach mocy: 110, 130 i 145 KM. Mnie spotkała okazja pojeżdżenia akurat najmocniejszą wersją. Wszystkie odmiany dostępne są wyłącznie z manualną 6-biegową przekładnią, aby mieć Astrę z silnikiem benzynowym i automatyczną skrzynią biegów, należy wybrać wariant o mocy również 145 KM, ale o pojemności 1.4. Wtedy dostaje się w standardzie bezstopniową przekładnię. Zostając jednak w temacie mniejszej jednostki w jej najlepszej odmianie, trzeba stwierdzić, że z pewnego punktu widzenia silnik ten jest nawet lepszy od swego francuskiego krewnego. Gdyby jednak spojrzeć inaczej, jest również gorszy.

DRŻENIE, ALE NIE Z EMOCJI

Największą wadą nowego silnika jest jego kultura pracy. I wcale nie chodzi o hałas podczas jazdy, bo ten akurat jest swego rodzaju mistrzostwem świata – Astra wyposażona w tę jednostkę napędową zwyczajnie nie chce produkować dźwięków pochodzących z komory silnika. Owszem, jeśli zmusisz ją do tego zdecydowanym wciśnięciem pedału gazu, usłyszysz, że pod maską w ogóle jest silnik, ale dźwięk generowany podczas wkręcania go na wysokie obroty jest nawet przyjemny, powiedziałbym, że na swój sposób rasowy. Odnosząc się do słabej kultury pracy, zarzuty kieruję więc nie do hałasu, ale do drgań powodowanych przez silnik, szczególnie podczas rozruchu i wyłączania go. Osobiście nie korzystam na co dzień z systemów start-stop, dlatego też jeśli jesteś kierowcą czyniącym tak samo, nie odczujesz zbytnio efektu, o którym wspominam. Natomiast jeśli zależy Ci na oszczędzaniu każdej kropelki paliwa, musisz liczyć się z tym, że jeżdżąc po mieście będziesz co chwilę odczuwał, jak silnik wstrząsa nadwoziem podczas działania systemu. Podobny efekt wywołuje zbyt małe dodanie gazu podczas ruszania, na co niektóre auta są zwyczajnie niewrażliwe i ruszają z miejsca gładko i płynnie, Astra natomiast od razu daje znać, że musisz poczęstować ją większą ilością powietrza, poprzez mocniejsze uchylenie przepustnicy. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy silnik nie jest rozgrzany, a sytuacja poprawia się, gdy jednostka napędowa złapie właściwą temperaturę pracy. Na szczęście dzieje się to bardzo szybko, mały silnik nie potrzebuje dużo czasu, aby zagrzać się do pracy. Tak czy inaczej, wspomniane generowanie przez motor wyraźnych wibracji jest jego największą wadą. Największą, bo jest jeszcze jedna, znacznie mniejsza, która mam wrażenie niepotrzebnie urosła do miana legendy krążącej w branży na temat nowego silnika Opla. Dużo bowiem mówi się o tym, że jednostka ta ma tak potężną turbodziurę, że poniżej 2000 obr/min prawie że nie da się autem normalnie jeździć. A jest to po prostu bzdura. Owszem, silnik do około 1800 obr/min ma pewien moment zawahania podczas głębszego wciśnięcia pedału gazu, jednak jest wiele innych, małych jednostek doładowanych, które również okazują podobną słabość. Ma ją także na przykład tak bardzo chwalony silnik 1.2 PureTech, czego doświadczyłem w Citroënie C4 Cactusie. W Astrze nie jest ona natomiast wyraźnie bardziej wyczuwalna, samochód „zbiera się” z dolnych rejestrów obrotomierza dosyć dziarsko, trzeba dać mu tylko wspomnianą krótką chwilę na złapanie oddechu. Być może słabsze wersje 110 i 130 KM sprawiają pod tym względem gorsze wrażenie i reakcja na gaz jest bardziej opóźniona, natomiast w przypadku odmiany 145-konnej, dysponującej momentem obrotowym o wartości 225 Nm, jazda w dolnym zakresie prędkości obrotowych nie jest ani uciążliwa, ani irytująca. Gdy kierowca chciałby pozbyć się całkowicie tej niewielkiej ułomności jednostki napędowej, wystarczy, że będzie utrzymywał obroty silnika na poziomie powyżej 1800 na minutę, wtedy problem znika całkowicie. 145 KM to nie jest liczba mogąca robić wrażenie, jednak Astra w tej wersji mocy potrafi być autem sprawnie pokonującym kolejne kilometry. Na uwagę zasługuje szczególnie „ciąg” silnika na trzecim biegu, który jest przełożeniem najlepszym do na przykład szybkiego wyprzedzania. Akurat na tym biegu samochód – choć to wrażenie subiektywne, nie poparte pomiarami – ma najlepszą elastyczność, niezależnie od prędkości jazdy. W utrzymywaniu silnika na właściwych obrotach pomaga 6-biegowa przekładnia, która jednak, chciałoby się rzec – jak to w Oplu – czasem potrafi haczyć. Jej przełożenia są natomiast dobrane bardzo dobrze, samochodem można spokojnie jechać 60 km/h na piątym biegu, chociaż wcale nie domaga się tego komputer pokładowy. Ten sugeruje wrzucanie poszczególnych przełożeń przy stosunkowo wyższych prędkościach, niż ma to miejsce w wielu konkurencyjnych modelach, którymi jeździłem. Astra nie namawia po prostu swego kierowcy do jazdy na jak najniższych, czasem zbyt niskich obrotach silnika, które mogłyby być dla niego szkodliwe. Na pewno nie jest to konieczne do oszczędzania paliwa, ponieważ Astra 1.2 Turbo nie pochłania dużych jego ilości nawet wtedy, gdy kierowca specjalnie się o to nie stara. Tak się złożyło, że samochodem przez tydzień pokonałem całkiem spory dystans, wynoszący 1403 kilometry i muszę stwierdzić, że gdyby Astra miała większy zbiornik paliwa, jej zasięg bez trudu przekraczałby 1000 kilometrów. Testowe zużycie wynoszące 5,1 l/100 kilometrów jest naprawdę bardzo niskie, a przy tym nie zostało osiągnięte podczas jazdy „o kropelce”. Śmiem twierdzić, że rezultaty spalania z „4” z przodu są do osiągnięcia bez większego trudu.

DLA LUBIĄCYCH JAZDĘ

Już o tym wspomniałem podczas relacjonowania wrażeń z jazdy modelem sprzed modernizacji, po liftingu Astra na szczęście tej cechy nie straciła w żadnym calu. Jest wciąż samochodem, do którego wsiada się po prostu przyjemnie, wiedząc, że trzeba ruszyć nawet w długą podróż. Prowadzenie kompaktowego Opla jest według mnie wzorem do naśladowania w tej klasie aut. Sposób, w jaki zawieszenie trzyma samochód w ryzach podczas dynamicznej jazdy, a jednocześnie jak cicho i komfortowo tłumi wszelkie nierówności nawierzchni, jest dla mnie tą cechą Opla, dla której mógłbym zrezygnować z innych jego zalet. Nietypowym rozwiązaniem nie tylko w tej wielkości samochodzie jest opcjonalny zestaw wahaczy z drążkami Watta, możliwy do zamontowania w tylnym zawieszeniu i kosztujący 1000 zł. Do kompletu i bez dopłaty Astra dokłada dobry, nie za bardzo wspomagany układ kierowniczy, który daje poczuć, co takiego aktualnie robi samochód. Sama kierownica również przyczynia się do tego, że sterowanie samochodem jest łatwe i przyjemne. W wygodnym podróżowaniu dobitnie pomagają świetne fotele. Szczególnie ten z lewej strony, wyposażony w manualną regulację długości siedziska, a także elektryczną regulację jego nachylenia i podparcia lędźwiowego. Są standardowym wyposażeniem testowanej wersji Elegance i choćby dla nich warto wybrać ten poziom wyposażenia. Testowany egzemplarz miał na pokładzie więcej elementów wartych odnotowania. W pierwszej kolejności trzeba wymienić świetnie oświetlające drogę, matrycowe reflektory LED IntelliLux, które jednak w testowanym egzemplarzu pod pewnym względem odmówiły współpracy. Otóż są one standardowo wyposażone w system automatycznego sterowania światłami drogowymi, ale testowana Astra przez cały czas upierała się, że z tego systemu korzystać nie będzie. W związku z tym, podczas nocnych jazd musiałem sam sterować włączaniem i wyłączaniem świateł drogowych. Nie żebym się za to na Opla obraził, bo akurat nie lubię, gdy auto jest ode mnie „mądrzejsze”, natomiast ktoś, kto zapłaciłby za topowe oświetlenie aż 4900 złotych, ma prawo oczekiwać, że jego działanie będzie adekwatne do ceny. Na wyposażeniu Astry znajdował się również podstawowy system nawigacji z 7-calowym ekranem dotykowym, który działa bardzo dobrze, jednak za każdym razem po ustawieniu w nim celu podróży nie byłem w stanie sprawić, aby mapa zajmowała cały centralny wyświetlacz – zawsze obok niej pojawiała się strzałka ze wskazaniem kierunku jazdy. Nawigacja ma za to pewną bardzo niewielką, ale jednak miłą niespodziankę. Z pomocą ustawień w jej menu można spowodować, że zamiast głosowego, często irytującego prowadzenia do celu, przed koniecznością zmiany kierunku jazdy ostrzeże delikatny dźwięk, sugerujący kierowcy, że trzeba spojrzeć na ekran, aby pojechać tam, gdzie prowadzi system. Kolejnym miłym akcentem dla osób parkujących swoje auto pod chmurką będzie na pewno Pakiet Zimowy, który za 1500 zł daje możliwość radowania się ciepłymi siedziskami foteli i wieńcem kierownicy w zimne poranki. Pod względem bezpieczeństwa, standardowo dostajemy na przykład zgromadzone w pakiecie elementy w stylu systemu automatycznego hamowania przy niskich prędkościach i ostrzegania przed kolizją, a także rzadko spotykany wskaźnik odległości od poprzedzającego pojazdu, w sekundach mierzący czas dzielący nas od auta z przodu. Standardowym wyposażeniem jest również „znienawidzony” przeze mnie, nieposiadający kalibracji i niedający się wyłączyć czujnik zmierzchu, który powoduje, że światła mijania czasem żyją własnym życiem. Na szczęście w większości przypadków włączają się dopiero wtedy, gdy jest to konieczne.

I DLA ŚPIOCHÓW

Wnętrze kompaktowego Opla, a dokładnie tylna kanapa, wyposażone jest w rzecz nieczęsto widywaną nawet w dużo droższych samochodach. Zewnętrzne zagłówki w oparciach kanapy wysuwają się tak wysoko, że dorosła osoba o wzroście około 180 centymetrów może śmiało oprzeć na nich głowę, a nie tylko kark, co jest przede wszystkim bezpieczne, a dodatkowo pozwala w miarę wygodnie zdrzemnąć się pasażerom w długiej trasie. W czynności tej co prawda nie pomoże ograniczona wielkością samochodu przestrzeń na nogi. Rozprostować dolnych kończyn w Astrze się po prostu nie da, ale sama kanapa jest bardzo wygodna dla dwóch osób. Przestronnością wnętrza Opel szczególnie się w swojej klasie nie wyróżnia, ale ciasno w nim również nie jest. To samo można powiedzieć o bagażniku, który pojemnością od 370 do 1210 litrów rekordów nie bije, ale jest przyzwoitym standardem klasowym. Jedno tylko po liftingu samochodu powinno się zmienić. Podłoga bagażnika powinna być bardziej sztywna, ponieważ w obecnej formie sprawia wrażenie niezbyt wytrzymałej na obciążenia i osobiście miałbym opory, aby w bagażniku Astry umieścić naprawdę ciężki przedmiot. Przydałby się również jakiś schowek lub zagłębienie na drobne przedmioty. Obsługa instrumentów auta jest natomiast tak prosta i logiczna, że tu nie trzeba było nic zmieniać. Oddzielne sterowanie bardzo wydajną klimatyzacją automatyczną, która potrafi wydawać dziwne dźwięki słyszalne podczas postoju samochodu, a którą szczególnie doceniłem w trakcie testowego upalnego tygodnia – to raz. Intuicyjnie pogrupowane funkcje w menu centralnego wyświetlacza i czytelnie opisane przyciski na kierownicy – to dwa. Elementy te pozwalają po prostu wsiąść do samochodu i nim odjechać, bez zagłębiania się w instrukcję obsługi. Szczególną uwagę zwróciłem na pewien szczegół, odróżniający Astrę od jej nowszej siostry, testowanej „chwilę” wcześniej Corsy. W większym modelu elektromechaniczny hamulec postojowy nie aktywuje się automatycznie po wyłączeniu silnika, co ma miejsce w miejskim Oplu. Jednak tak jak i mniejsza Corsa, Astra również nie ma i nie może mieć na wyposażeniu systemu auto-hold, zwalniającego kierowcę z obowiązku wciskania pedału hamulca na postoju, na przykład przed światłami.

JESZCZE „POLSKA”

Wspominałem o tym poprzednio, pisząc o modelu sprzed liftingu. Powtórzę to i tym razem. Astra wciąż jeszcze jest „polskim” samochodem. Niestety, już niedługo. Nowa generacja nie będzie zjeżdżać już z taśm w Gliwicach, dlatego jeśli chcesz nabyć auto porządnie poskładane, kupuj obecnie sprzedawaną wersję. Oczywiście trochę w tym ironii, bo zmiana miejsca produkcji nie musi oznaczać obniżenia jakości produktu, ale Opel Astra w obecnej postaci wyróżnia się jakością montażu i to naprawdę da się odczuć. Wnętrze nie wydaje bowiem praktycznie żadnych dźwięków podczas jazdy po kiepskich nawierzchniach, osoby zaznajomione z motoryzacją bez trudu mogłyby natomiast wskazać samochody tej i wyższych klas, które tej sztuki nie potrafią. Nie będziemy jednak psuć im tu i teraz reputacji. Nie odbiegając w dyskusji od niemieckiego/polskiego kompaktu dodam jeszcze, że takie rzeczy, jak dźwięk zamykanych drzwi czy sposób działania przełączników budzą same pozytywne odczucia, a to też jest „jakość”, której często się nie dostrzega. Cieszmy się więc tym modelem, póki jeszcze jest robiony u nas. To jeden z niewielu samochodów w historii polskiej motoryzacji, którym – choć nie jest naszą myślą konstrukcyjną – możemy się w jakiś sposób pochwalić. Choćby tym, że potrafimy go porządnie poskładać. Dobre i to.

Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Kucharski


PODSTAWOWE INFORMACJE

  • Silnik: benzynowy, turbodoładowany, 1199 cm3
  • Skrzynia biegów: manualna 6-biegowa
  • Moc maksymalna: 145 KM przy 5500 obr/min
  • Maksymalny moment obrotowy: 225 Nm w zakresie 2000-3500 obr/min
  • Przyspieszenie 0-100 km/h: 9,4 s
  • Prędkość maksymalna: 220 km/h
  • Zużycie paliwa w cyklu mieszanym WLTP: 5,6 l/100 km
  • Zużycie paliwa na trasie testowej: 5,2 l/100 km
  • Zużycie paliwa średnio w teście: 5,1 l/100 km
  • Cena samochodu w wersji testowanej 1.2 Turbo 145 KM Elegance: od 90 200 zł
  • Cena egzemplarza testowanego: 108 140 zł

DANE TECHNICZNE
SERWIS/GWARANCJA
WARTOŚĆ REZYDUALNA
ZDJĘCIA

Opel Corsa 1.2 Turbo 100 KM AT8 Elegance

PARADOKS

Nowy Opel Corsa jest naprawdę innym Oplem Corsą niż kiedyś. Jak to mówią – to widać, słychać i czuć. Zaryzykuję stwierdzenie, że na tyle innym, aby za jego kierownicą dobrze czuł się każdy, nawet jeśli jego ostatnia liczba porządkowa w numerze PESEL nie jest parzysta.

Z tym bywało wcześniej różnie. Absolutnie nie szufladkuję ani poprzednich generacji tego modelu, ani jego użytkowników, natomiast moim zdaniem Corsa była do tej pory samochodem po prostu kobiecym. Wersje specjalne, na przykład ta sygnowana przez Opel Performance Center, niewiele zmieniały. Pomijając przedstawicieli handlowych, zdecydowanie większą grupę kierowców miejskiego Opla, zauważanych przeze mnie na drogach, stanowią kobiety. Trudno się temu dziwić, ponieważ dotychczas model ten miał cechy przyciągające głównie płeć piękną. Teraz jest inaczej, a rzekłbym nawet – na szczęście inaczej. Co prawda wygląd auta nadal będzie przemawiał raczej do kobiecych zmysłów, natomiast po zajęciu miejsca za kierownicą, nawet w egzemplarzu polakierowanym na pomarańczowo, męski osobnik nie powinien kręcić nosem. I nie o wygląd kabiny tu chodzi.

O ile łagodniejsze nierówności, najlepiej te wzdłużne, tłumione są bardzo dobrze, o tyle poprzecznych uskoków i wybojów Corsa po prostu nie lubi i wcale tego nie ukrywa.

Zaczynając jazdę nową Corsą, spodziewałem się czegoś innego. Samochód z zewnątrz, we wspomnianej kolorystyce nadwozia, z czarnym dachem, na większych niż standardowe, 16-calowych felgach, wygląda dość jednoznacznie. Gdyby auto było w innym kolorze, niekoniecznie powiedziałbym, że kojarzy mi się z samochodem dla Pań. Ale ten lakier, nazwany przez Opla „Power”, robi swoje. Widać więc, że nowa Corsa nie chce utracić dotychczasowych klientów. Przepraszam – klientek. Natomiast po ruszeniu z miejsca, byłem niejako zdezorientowany. Świadomość, że mam do czynienia z całkowicie nową konstrukcją oczywiście miałem, ale nie zapomniałem jeszcze wrażeń z jazdy bratnim Peugeotem 208, tym bardziej moja dezorientacja narastała. Nowa Corsa na tle poprzedniej generacji miejskiego Opla, a nawet nowej „208”, jawi się bowiem jako samochód albo zupełnie inny – to w pierwszym przypadku – albo o innym charakterze – to w drugim. I o ile spodziewałem się całkowitej odmiany aktualnego modelu względem poprzedniego, o tyle względem miejskiego Peugeota już nie. Ponieważ Corsa, w odróżnieniu od niego nie stawia na komfort pracy zawieszenia, można czerpać z jazdy nią naprawdę sporą przyjemność – nawet jeśli jest to jazda dynamiczna. Warunkiem jest, aby droga, po której porusza się auto, była w miarę równa, a także to, żeby od silnika nie oczekiwać fajerwerków. O ile łagodniejsze nierówności, najlepiej te wzdłużne, tłumione są bardzo dobrze, o tyle poprzecznych uskoków i wybojów Corsa po prostu nie lubi i wcale tego nie ukrywa. Pierwszego dnia testu, gdy zupełnie nieplanowanie zapędziłem się na boczną drogę w małej podwarszawskiej miejscowości, miałem okazję się o tym przekonać. Podczas jazdy po złej nawierzchni, krótki rozstaw osi i sztywne resorowanie sprawiają wrażenie, jakby auto podskakiwało na nierównościach. Dlatego też Corsa o dziwo lepiej sprawuje się jako samochód na dłuższą trasę.

WYJAŚNIENIE PARADOKSU

Trochę to zaskakujące, ale rzeczywiście było tak, że samochodem tym lepiej jeździło mi się poza miastem, gdzie drogi są pozbawione nagminnie występujących poprzecznych uskoków w typie torów tramwajowych czy zapadniętych studzienek kanalizacyjnych. W dłuższej trasie twardsze nastawy zawieszenia, które w jeździe miejskiej odbiera się jako wadę, zaczynają jawić się jako zaleta. Prowadzenie samochodu ma bowiem w sobie coś z aut kompaktowych, w dodatku tych obdarzonych dobrym układem jezdnym. Co prawda układ kierowniczy działa lekko, ale nie ma w tym zbytniej przesady. Gdy jest ku temu okazja i na pustej drodze pojawia się możliwość sprawdzenia zachowania auta podczas nagłych manewrów, da się wyczuć, że rozstaw osi jest krótki, ale stabilność samochodu na tym nie cierpi. Zmuszana, Corsa oczywiście pokaże podsterowność lub nadsterowność, zależnie od tego, co robi kierowca, ale trzeba podkreślić, że auto jest łatwe do opanowania, nawet gdy zapędzi się je pod ścianę. Dodatkową cechą sprzyjającą jeździe pozamiejskiej jest cicho pracujący silnik. Trzycylindrowe 1.2 turbo, które można spotkać chociażby w samochodach Peugeota i Citroëna, to świetny i wielokrotnie nagradzany motor. W wersji o mocy 100, a matematycznie rzecz ujmując 101 KM, nie rozpieszcza jednak osiągami. Auto nabiera prędkości poprawnie, ale bez rewelacji, natomiast uczciwie trzeba przyznać, że nie do tego je stworzono. Automatyczna ośmiobiegowa skrzynia do samochodu miejskiego zdecydowanie pasuje, natomiast do nowej Corsy, która takim autem owszem jest, ale jednak nie tylko takim, już niekoniecznie. Jej praca jest płynna, jednak nie zawsze. Skrzyni zdarza się zmieniać przełożenia z lekkim szarpnięciem, dzieje się to szczególnie wtedy, gdy zmiana biegu następuje przy wyższych obrotach, lub gdy podczas spokojnej jazdy wciśniemy mocno pedał gazu. Reakcja na kickdown jest lekko opóźniona i prawie zawsze towarzyszy jej wspomniane szarpnięcie z układu napędowego. Jednak gdy autem jeździ się spokojnie, można w ogóle zapomnieć, że ma ono jakąkolwiek skrzynię biegów. Jeżeli podczas normalnej jazdy nie chcemy wtrącać się w to, co robi przekładnia, czyli nie będziemy używać manualnego trybu zmiany przełożeń za pomocą dźwigienek przy kierownicy, auto urzeknie płynnością jazdy. Osiem biegów do przodu, które kiedyś były nie do pomyślenia nawet w limuzynach wyższej klasy, dają małemu Oplowi możliwość utrzymywania silnika na niskich obrotach nawet podczas szybszej jazdy. Przy 120 km/h mamy na obrotomierzu jedynie 2000 obr/min, co w połączeniu ze wspomnianym świetnym wyciszeniem silnika, pozwala odpocząć w trasie od hałasów układu napędowego. Niestety w hałasowaniu silnik jest wtedy zastępowany przez nadwozie, wokół którego opływające powietrze nie potrafi zachowywać dobrych manier. Lewe zewnętrzne lusterko jest pod tym względem miejscem szczególnym. To z jego okolic kierowcę dobiegają największe szumy, szmery i świsty. Gdyby nie ten fakt, w pozamiejskich podróżach Corsa byłaby autem wręcz zadziwiająco cichym. Zarówno podczas dalszych wypadów, jak i w miejskich korkach, kierowca ma do dyspozycji coraz bardziej popularne rozwiązanie w postaci trybów jazdy. Przełącznik do ich zmiany umiejscowiono wygodnie przy dźwigni/joysticku zmiany biegów. Tryby są trzy: Eco, Normalny i Sport. Jazda w trybie Eco różni się od jazdy w trybie Normalnym głównie tym, że reakcje samochodu na wciskanie pedału gazu są jakby filtrowane. Auto oczywiście przyspiesza i to nawet sprawnie, ale przełączenie na tryb Normalny od razu pokazuje różnicę. Na pedale gazu nie czuć takiego oporu, a samochód dużo chętniej reaguje na ruchy prawej stopy. Tryb Sport jest w aucie tego typu lekką przesadą, ale skoro jest, można z niego korzystać. Trzeba się wtedy przygotować na to, że skrzynia biegów będzie utrzymywała niższe przełożenia, na każde wciśnięcie gazu auto będzie reagować dość narowiście i biegi będą redukowane nawet wtedy, gdy w zasadzie nie ma takiej potrzeby. Że Corsa nie jest jednak autem usportowionym, widać choćby po tym, że nawet w trybie Sport i manualnej opcji pracy skrzyni biegów, zmieni ona przełożenie na wyższe samoczynnie, po osiągnięciu maksymalnych obrotów silnika. Można to uznać za ukłon w stronę kierowców, którzy przyzwyczajeni do obecności automatycznej skrzyni, zapomną na czas włączyć wyższy bieg.

KLASOWE WNĘTRZE

Określenie „klasowe” nie zostało użyte w celu podkreślenia jakości, z jaką stykają się kierowca i pasażerowie nowego Opla. Ta jest bowiem przeciętna. Chodzi tu po prostu o stwierdzenie, że przedział pasażerski Corsy jest jak w aucie tej klasy. Pod względem ilości przestrzeni z przodu nie ma się do czego przyczepić, choć spokrewniony Peugeot 208 sprawiał wrażenie jeszcze bardziej przestronnego. Decydującą rolę gra tu ukształtowanie deski rozdzielczej, ta w Corsie wydaje się być bliżej kierowcy. Natomiast z tyłu, zarówno w jednym, jak i w drugim aucie, jest tak samo mało miejsca na nogi pasażerów, co wyraźnie widać w zestawieniu z na przykład Seatem Ibizą. Zdecydowaną zaletą kabiny Opla jest za to jej przemyślane rozplanowanie. W aucie jest kilka pojemnych schowków, te w drzwiach przednich spokojnie pomieszczą 1,5-litrową butelkę i jeszcze zostanie miejsce na kilka szpargałów. Hitem jest jednak ogromny wręcz, jak na auto tej klasy, schowek w desce rozdzielczej, znajdujący się przed fotelem pasażera. Tak głęboki trudno spotkać nawet w typowym VAN-ie. Oczywiście największym schowkiem jest bagażnik, jednak jego 309 litrów to obecnie nie jest wynik, którym można się chwalić. Plusem jest natomiast fakt, że zamiast zwykłego zestawu naprawczego, może on kryć pełnowymiarowe koło zapasowe – wystarczy dopłacić 500 złotych. Jeszcze większym plusem są fotele Opla. Marka ta chyba słynie już z produkowania samochodów, w których fotelach można siedzieć długimi godzinami i wysiadać z nich bez zmęczenia. Corsa nie jest tu wyjątkiem. Fotele w wersji wyposażenia Elegance mają szeroki zakres regulacji ustawień i – co może mniej potrzebne – co najmniej pół-skórzaną tapicerkę. Oczywiście jest to pół-skóra ekologiczna, ale wizualny efekt jej zastosowania jest całkiem przyjemny. Na kierownicy mamy już za to najprawdziwszą skórę, co w połączeniu z wyprofilowaniem jej wieńca i odpowiednio dobraną grubością daje miły rezultat podczas manewrowania samochodem. Wyposażenie we wspomnianej odmianie Elegance jest dosyć bogate już seryjnie, szczególnie jeśli mowa o systemach asystujących. Są tu takie wynalazki, jak system wykrywania pieszych i automatycznego hamowania przy niskich prędkościach, system wykrywania zmęczenia kierowcy (wzbudzający czasem niepotrzebne alarmy i nie dający się wyłączyć na stałe) i układ rozpoznawania znaków drogowych. W pakiecie z kamerą cofania, układem ostrzegania o obecności innego auta w martwym polu widzenia lusterek zewnętrznych, przednimi i tylnymi czujnikami parkowania oraz elektrycznie składanymi lusterkami, można mieć również adaptacyjny tempomat z systemem utrzymania auta na pasie ruchu. Działa on płynnie, nie powoduje niepotrzebnych nagłych manewrów na jezdni, a co ważne, można go w każdej chwili bez trudu dezaktywować oddzielnym przyciskiem, umieszczonym przy dźwigni zmiany biegów. Niestety wszystko to kosztuje łącznie 4600 złotych, co podczas rozmowy w salonie o samochodzie klasy B, może być kwotą robiącą różnicę przy kasie. Żeby Corsa wyglądała tak efektownie, jak ta na zdjęciach, trzeba dopłacić. Chociaż pomarańczowy lakier jest gratis, to za dwukolorowe nadwozie, czyli dach w czarnym lub białym kolorze, trzeba wyłożyć 2100 złotych. W wyposażeniu seryjnym są za to bardzo dobre reflektory wykonane w technologii LED. Jakość jazdy w nocy na wyższy poziom podnoszą natomiast reflektory matrycowe, co w tej klasie samochodów jest ewenementem. Kosztują 3000 złotych, ale dla kogoś, kto rzeczywiście potraktuje Corsę jak samochód pozamiejski, mogą nie być zwykłym bajerem. Z bardziej nietypowych jak na ten segment elementów wyposażenia, warto wymienić również podgrzewaną kierownicę, którą w pakiecie z podgrzewanymi fotelami otrzymuje się za skromne 800 zł. Samochód zapewnia możliwość konfiguracji działania wielu opcji wyposażenia, a dokonuje się tego przeważnie za pomocą dotykowego centralnego ekranu. Aby odróżnić się od modnych, wystających ponad kokpit kolegów w wielu obecnie produkowanych samochodach, schował się w desce rozdzielczej, zupełnie jak gdyby się czegoś wstydził. Tego akurat nie uważam za wadę, ponieważ jeszcze nie przywykłem do ekranów systemów multimedialnych, które wystając z deski rozdzielczej są głównym elementem wnętrz w wielu współczesnych samochodach. Dużym plusem jest to, że za pomocą ekranu nie trzeba obsługiwać ustawień klimatyzacji. Zarówno standardowa manualna, jak i automatyczna jej odmiana, kosztująca 1400 zł, ma tradycyjnie rozwiązany sposób sterowania za pomocą oddzielnego panelu z pokrętłami i przyciskami, za co Oplowi należą się duże brawa. Nie poszedł on bowiem w ślady miejskiego kolegi ze znaczkiem Peugeota, który kazał mi ustawiać temperaturę w swoim wnętrzu tylko za pomocą wirtualnych przycisków. Małym minusem jest działanie elektromechanicznego hamulca postojowego, który uruchamia się przy każdorazowym wyłączeniu silnika, a któremu brakuje funkcji auto-hold. Przed światłami trzeba trzymać wciśnięty pedał hamulca, auto nie wyręczy kierowcy z tego obowiązku.

UNIFIKACJA

Powyższe słowo to swoisty klucz do zrozumienia działań podejmowanych dziś przez koncerny motoryzacyjne. Na przykładzie porównywanych już w tym tekście Opla Corsy i Peugeota 208, można jednak stwierdzić pewien fakt, który daje nadzieję na to, że za kilkanaście lat nie będziemy wszyscy jeździć takimi samymi samochodami, opatrzonymi jedynie różnymi znaczkami producentów. Bowiem nowy Opel Corsa, mimo że technicznie jest 100% bliźniakiem „208”, różni się od niej dość znacznie. Oczywiście bez trudu da się rozpoznać, zarówno po linii bocznej, jak i detalach nadwozia, że to spokrewnione samochody, ale unifikacja w tym przypadku nie poszła zbyt daleko. Opel podkreśla, że po dołączeniu do Grupy PSA jego samochody zachowały odmienny charakter i trzeba przyznać mu rację. Nowa Corsa jest tego dobrym przykładem. Wnętrze miejskiego Opla jest mocno odmienne od wnętrza francuskiego brata, zestrojenie zawieszenia również. To, co w Peugeocie jest dobre, akurat Opel skopiował i nie można mieć mu tego za złe. Mowa o silniku, który choć nie jest mistrzem przyspieszeń, pozwala sprawnie napędzać ważący 1154 kilogramy samochód, dość oszczędnie obchodzi się z paliwem i podczas mocnego przyspieszania całkiem przyjemnie brzmi, a kiedy trzeba, jest bardzo cichy. Natomiast jako całość, Corsa jest w porównaniu do „208” samochodem po prostu innym. Dobrym, nowoczesnym, dającym przyjemność podróżowania w długiej trasie, czego niektórzy jej konkurenci nie są w stanie zapewnić. Jako auto miejskie, mogłaby mieć bardziej komfortowe zawieszenie, ponieważ w obecnej formie może być ono przesadnie sztywne dla osób korzystających z auta głównie w aglomeracjach, gdzie ulice niestety nie zawsze remontuje się na czas. I super byłoby, gdyby była tańsza, bo 85 350 złotych, jakie trzeba wydać na testowany egzemplarz, to duża kwota, nawet biorąc pod uwagę mnogość wyposażenia dodatkowego i automatyczną skrzynię biegów. Wyjściowa cena Corsy 1.2 Turbo 100 KM Elegance z sześciobiegową manualną skrzynią to 69 150 złotych, co brzmi już zdecydowanie lepiej. Drogie Panie (i nie tylko), Opel zaprasza do salonów.

Tekst i zdjęcia: Arkadiusz Kucharski


PODSTAWOWE INFORMACJE

  • Silnik: benzynowy, turbodoładowany, 1199 cm3
  • Skrzynia biegów: automatyczna 8-biegowa
  • Moc maksymalna: 101 KM przy 5500 obr/min
  • Maksymalny moment obrotowy: 205 Nm przy 1750 obr/min
  • Przyspieszenie 0-100 km/h: 10,8 s
  • Prędkość maksymalna: 192 km/h
  • Zużycie paliwa w cyklu mieszanym WLTP: 6,2 l/100 km
  • Zużycie paliwa na trasie testowej: 5,6 l/100 km
  • Zużycie paliwa średnio w teście: 5,8 l/100 km
  • Cena samochodu w wersji testowanej 1.2 Turbo 100 KM AT8 Elegance: od 75 350 zł
  • Cena egzemplarza testowanego: 85 350 zł

DANE TECHNICZNE
SERWIS/GWARANCJA
WARTOŚĆ REZYDUALNA
ZDJĘCIA

TestFlotowy.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.